polityk sieciowy i antysieciowy
Ostatnio rzeczywistość intensywnie podsuwa nam argumenty zarówno za tezą, że sieć jest wielkim śmietnikiem, jak i za tą, że może być skarbcem talentów, a przynajmniej – wyśmienitą trampoliną służącą do wybicia się.
O tym ostatnił przekonał się ostatnio Jeff Ooi, znany azatycki blogger, oraz jego wierni czytelnicy. Poczytny dotyczący polityki blog umożliwił swojemu autorowi włączenie się w tę politykę, o której do tej pory tylko pisał: Jeff Ooi został parlamentarzystą, co może stanowić kolejny przykład omawianego na zajęciach zjawiska polegającego na tym, że “real” nobilituje bądź legitymuje to, co wirtualne.
Ooi jest chyba pierwszym politykiem zawdzięczającym narodziny swej popularności blogowi (podkreślam, “narodziny” a nie “odrodzenie”, o którym można mówić częściej). Mimo że jego wygrana w wyborach jest precedensem, w polskojęzycznej sieci nie mówi się o tym prawie wcale, bowiem w ciągu ostatnich kilku dni na polskojęzycznych forach dyskusyjnych, ale i także w prasie, wrze niestety z zupełnie innych powodów. Wszystko przez rzuconą niejako od niechcenia uwagę byłego premiera na temat jego wizji polskich internautów: “Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę odebrać”. Zostawiając na boku kwestię głosowania przez Internet, warto zanalizować obecny w tej wypowiedzi obraz przeciętnego internauty: młody wiek, piwo, niefrasobliwość i pornografia, ze względu na którą, jak twierdzą niektórzy, powstała przecież sieć: http://pl.youtube.com/watch?v=eWEjvCRPrCo ![]()
Czyżby to temu Jeff Ooi zawdzięczał swój fotel parlamentarzysty?
Pomyślę o tym później. Na razie pora wyłączyć komputer – już i tak nie mam co tu robić, bo właśnie skończyło mi się piwo