Powieść hipertekstowa – ładna i pomysłowa! Czyli jak uczynić horror pięknym.

W związku z pojawiającymi się zarzutami, że powieści hipertekstowe, czy też projekty multimedialne, są ubogie wizualnie, a świat, który budują, nie ma wiele do zaoferowania odbiorcy, przedstawiam powieść hipertekstową, która w pięknym stylu odpiera owe zarzuty!

„Deviant: The Possession of Christian Shaw to praktyczna część rozprawy doktorskiej Donny Leishman i zarazem świetnie poprowadzona historia osadzona  w 1696 r, w czasach procesów czarownic i palenia na stosach. Opowiada historię  jedenastoletniej dziewczynki Christian Shaw (nie bez znaczenia dla historii jest tu imię Christian – katolik, katoliczka) i jej demonicznego opętania, która figuruje w szkockiej dokumentacji z tamtych czasów.

Projekt warty jest uwagi ze względu na nietypowe podejście zarówno do narracji, jak i relacji czasowo – przestrzennych (pełną analizę tych zagadnień oraz informacje na temat powstawania projektu znajdziecie na stronie Donny Leisham) . Niewiele tu pada słów. Czytelnik tego niezwykłego tekstu nie otrzymuje wskazówek, jak postępować, nie jest w żaden sposób prowadzony poprzez historię, ale żeby odkrywać jej poszczególne fragmenty, musi zmienić się w uważnego eksploratora detalu. Każdy najmniejszy drobiazg może być bowiem przepustką do nowej rzeczywistości – niejako warstwowo nałożonej na tę, którą już znamy. Aczkolwiek trzeba zauważyć, że kolejne tablice zmieniają się często tylko nieznacznie w stosunku do poprzednich – dodawane są małe punkty nawigacyjne. Niejednokrotnie jednak dodane elementy nie mają żadnego funkcjonalnego znaczenia, a czytelnik może bez końca klikać w małe kwiatuszki po to tylko, by… strącać z nich płatki! Takie psikusy, które płata nam badana rzeczywistość jest niejako refleksem osobowości Christian, która jako dziecko ma w sobie naturalną chęć do gier i psikusów oraz bujną wyobraźnię – dlatego też świat, po którym porusza się dziewczynka (oraz czytelnik) jest nieprzewidywalny, nielogiczny i bajecznie kolorowy. Jest to zarazem wyraz kategorycznego buntu przeciwko koherentnej narracji – bardziej istotny jest tu proces badania, odkrywania tajemnicy, poznawczego błądzenia i budowania nastroju od opowiadania zdarzeń w ciągu przyczynowo-skutkowym..

Kreowany nastrój jest niesamowity – niepokój i jakieś niewypowiedziane napięcie wyzierają z każdego zakamarka powieściowego świata. Dokonując progresu w historii, czytelnik nie ma możliwości cofnięcia się do wcześniejszych etapów. Jest to, jak zwraca uwagę sama autorka, element, który wzmaga poczucie zagrożenia i niejako „uwięzienia w historii”.

Sama opowieść to poza tym interesująca gra z różnymi warstwami czasowymi – historia opętanej dziewczynki, jak przypomina autorka, sięga do czasów historycznie odległych, jednak wizualnie zostaje przeniesiona do współczesności – nowoczesne budynki to nie jedyny tego wyznacznik. Wewnątrz opowieści czas płynie – zmieniają się pory roku itd., jednakże poprzez fakt wspomnianego „uwięzienia” w historii mamy w pewnym sensie do czynienia z czasem zamrożonym, z którego nie ma możliwości wyjścia.
Na stronie Donny Leisham możecie odkryć fascynujące światy jej wcześniejszych projektów: Czerwonego Kapturka, również przesiąkniętego niepokojem i tajemnicą czy Krwawej Komnaty, będącego (a jakże) efektem mrocznych fascynacji.

Leisham, obecnie pani doktor na Uniwersytecie w Dundee, to ciekawa osobowość, możecie przekonać się o tym w interesującym wywiadzie, który znajdziecie na portalu Flash Goddes.

A dla zainteresowanych tematyką hipertekstualności: rozprawa Donny Leishman na temat tego, czy interaktywność wzbogaca, czy niszczy opowieść: „Does point and click interactivity destroy the story”?

Życzę wszystkim owocnego eksplorowania powieściowych światów Donny Leishman!

Powieść twitterowa

Wykorzystywanie możliwości twittera szybko przekroczyły prostą komunikację. Poza reklamą, komunikacją i przepływem informacji, powstało również zjawisko zwane powieścią twitterową.

Powieść twitterową można podzielić na dwie kategorie:

  1. „Short stories” czyli mikroproza – teksty mieszczące się w 140 znakach. Do najbardziej popularnych należą #sixwordstory. Na przykład:Powstają też zwykłe „short stories”, o długości do 140 znaków, wszystkie niezależne od siebie, jak na twitterze @VeryShortStory.
  2. „Twitter novels” –  dłuższe powieści twitterowe, tworzone przez ciąg wpisów.  Autorem może być jedna osoba, np. @TheTwiterNovel – tekst jest nawet podzielony na rozdziały. Powstają też  powieści pisane wspólnie przez wielu użytkowników twittera. Na @mysticquest czytelnicy dodają kolejne postacie, a na podstawie ankiet wybierają dalszy kierunek fabuły.  Innym przykładem twitterowej książki jest projekt BBC Audiobooks: Pisarz Neil Gaiman rozpoczął wpisem „Sam was brushing her hair when the girl in the mirror put down the hairbrush, smiled & said, <<We don’t love you anymore.>>” . Następnie czytelnicy sami wysyłali swoje pomysły na rozwinięcie historii. Wyselekcjonowany tekst BBC wydało w formie audiobooka, który za darmo do przesłuchania i ściągnięcia dostępny jest tutaj.

Pierwsza próba utworzenia powieści twitterowej była dość nieudana, jej krótkie losy można prześledzić na stronie @Powiesc.

Źródła:

Novelist writes Book via Twitter

http://astoriedcareer.com/2009/04/telling-stories-with-twitter.html

http://piotrweresniak.com/2009/08/24/mikroproza-do-czego-jeszcze-moze-sluzyc-twitter/

http://futureperfectpublishing.com/2009/11/15/murder-she-twote-here-come-the-twitter-novels/

Tekst vs hipertekst

Czym jest hipertekst chyba nikomu wyjaśniać nie trzeba. Zamiast definicji proponuję kilka linków, jako wstęp do dyskusji.  Na początek coś krótkiego i ostrego, czyli rzecz o toczącej się wojnie: the battle of hyper/text

Ze względu na niezapomniane wrażenia muzyczne polecam też Hypertext vs Linear Text

Jeśli chodzi o pierwszą polską powieść hipertekstową, czyli BLOK Sławomira Shutego, to w sieci można znaleźć przeprowadzony kilka miesięcy temu wywiad z autorem. Oto fragment jego wypowiedzi:

„Pracując nad BLOKIEM, nie miałem zamiaru urzeczywistniać form literatury sieciowej, nie kierowało mną także poczucie odpowiedzialności. Zainteresowanie hipertekstem było czysto spontaniczne, a wręcz hasłowe – zainspirował mnie artykuł w jednym ze starych numerów Brulionu zatytułowany “Super Mario Brothers Karamazow”. Jako dziecko postmodernizmu zapaliłem się do związku sieci i tekstu. W rezultacie postanowiłem dokonać recyklingu swoich tekstów związanych z życiem w bloku. Przyznam, że w moim przypadku czyn wyprzedza myśl, o ile ta w ogóle się pojawia; moje działania nie mają z reguły podbudowy intelektualnej.”

Natomiast całość można przeczytać tutaj

I na końcu coś dla ludzi, którzy chcieliby dowiedzieć się więcej: serwis Techsty – literatura i nowe media.

Krótka refleksja na temat Storyspace

Program jest według mnie ciekawy, choć niespecjalnie łatwy w obsłudze, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Przy ikonkach nie pojawiają się ich nazwy, co sprawia, że nie bardzo wiadomo do czego służą. Grafika jest uboga (przynajmniej w wersji demo), więc program atrakcyjny wizualnie też specjalnie nie jest… Nie znajduję też dla Storyspace jakiegoś codziennego zastosowania. Myślę, że może być on bardzo pomocny podczas pisania większego tekstu – pracy naukowej czy literackiej do planowania tego co będzie w poszczególnych rozdziałach, czy tego jak wyglądać będą poszczególne wątki i postacie.

Z notatnika sceptyka

Żeby na dzisiejszych zajęciach nie było hurrraoptymistycznie, zacytuję niniejszym mojego ulubionego hipertekstowego sceptyka, Piotra Czerskiego:

„Oczywiście do przenoszenia w obszar hipertekstu nadają się bardzo dobrze wydawnictwa pozaliterackie [w przeciwieństwie do literatury - dopisek mój, MJA] – takie jak encyklopedie czy poradniki; trzeba jednak zauważyć, że próba zdobycia wiedzy w jakiejś dziedzinie dzięki internetowej encyklopedii może zakończyć się niepowodzeniem z powodu nadmiaru informacji. Jeżeli w opisie jednego hasła występują odnośniki do trzech kolejnych, z których każde zawiera odnośniki do kolejnych trzech – bardzo szybko okaże się, że w swoim dryfie trzeba się zdać na przypadek w mniejszym lub większym stopniu. Ta wiadomość jest deprymująca – nagle znacznie wyraźniej niż kiedyś wiemy, jak mało wiemy. Mamy świadomość istnienia niewykorzystanych ścieżek, na których znaleźlibyśmy być może jakąś istotną wiedzę, ale które z konieczności ominęliśmy w swojej podróży.”

Więcej tu: Raport z przeciążonego serwera