Archive for 'realne/wirtualne'
Tags:Annie Sprinkle, Cicciolina, Cindy Lee, Dolly Buster, NEE, pornografia a polityka, Tanja Derveaux.
No dobra, przyznam się z bólem, że czegoś nie umiem. Nie umiem robić przypisów w sieci, takich ładnych co to jest sobie liczba w nawiasie kwadratowym [8], klika się w nią i przenosi nas to do przypisu, a potem klika się “wstecz” i jest się z powrotem tam, gdzie się czytało.
A ponieważ nie umiem, to poszłam na łatwiznę i zamiast przeklejać tu swój obiecany tekst, który przypisy, jako żywo, posiada (mało bo mało, ale są), wklejam Wam go w pdfie: pornopolityka.
Oprócz tego bonus w postaci materiału ikonograficznego: prezentacja w powerpoincie. Problemy pod tytułem “This file is too big. Your php.ini upload_max_filesize is 7M” dzięki interwencji siły dydaktycznie wyższej okazały się tymczasowe [światem, jak widać, nie rządzą masoni, tylko admini ;].
Poniżej – adresy do stron bohaterek artykułu. Stanowczo dla osób powyżej 18 roku życia.
Partia Przyjemności
Pierwsza gwiazda porno w parlamencie
Jej czeska koleżanka po fachu również próbująca sił w polityce
Belgijska kampania wyborcza
Amerykańska seksperformerka [na jej stronach można kupić jej "titprints", nie żartuję] i jeden z jej projektów
Potem ujrzałem:
Oto drzwi otwarte w niebie,
a głos, ów pierwszy, jaki usłyszałem,
jak gdyby trąby mówiącej ze mną, powiedział:
«Wstąp tutaj, a to ci ukażę, co potem musi się stać».
[Ap 4,1]
KONIEC INTERNETU
Tags:second life.
Od czego by tu zacząć?
Muszę przyznać, że mając za zadanie napisanie krótkiego przewodnika wstępnego do Second Life’a znajduję się w dość kłopotliwym położeniu. Czuję się niemal jakbym musiał komuś, kto w życiu nie widział komputera w ciągu godziny wyłożyć obsługę pakietu Office. Tak więc z góry zakładam daleko posuniętą niekompletność mojego wprowadzenia, ale w razie kłopotów i wątpliwości pojawiających się przy wchodzeniu do “drugiego życia” służę pomocą wewnątrz świata gry. Nazywam się tam Miron Jarman i jeśli komuś uda się już uruchomić program, zapraszam do kontaktu. Nie bójcie się też zagadywać przypadkowo spotkanych osób w razie jakichś problemów – ludzie w SL są zwykle dość przyjaźnie nastawieni.
Okej, już wiem od czego zacznę. Zacznę od stwierdzenia, że to nie jest dobry moment na poznawanie Second Life’a. W moim przypadku od pierwszego uruchomienia gry do momentu, kiedy przestałem spędzać tam po kilka godzin dziennie i na dobre odzyskałem swoje życie, minęły bite trzy tygodnie. Potem był miesiąc zupełnego odcięcia, a teraz zacząłem wsiąkać na nowo (po częsci przy okazji pisania tego wstępniaka). Żeby nie było, że nie ostrzegałem – proszę pamiętać o zbliżającej się sesji egzaminacyjnej.
Czym właściwie jest ten Second Life?
Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Mając świadomość patosu własnej wypowiedzi, pozwolę sobie w tym akapicie pójść na całość i odpowiem, że SL może być niemal wszystkim, czym chcemy go dla siebie uczynić. Może być po prostu kolejną siecią społeczną, może być serwisem randkowym, może pełnić funkcje edukacyjne, może służyć do realizacji różnorodnej inwencji twórczej, ale równie dobrze może być sposobem zastępczej kompensacji wszelkiego rodzaju braków z prawdziwego życia. Co najważniejsze, uważam, że rozpatrywanie tego świata wyłącznie w kategoriach gry jest znacznym uproszczeniem. Tylko z pozoru wszystko tutaj jest na niby, a w istocie w tym świecie płacimy prawdziwymi pieniędzmi, poruszamy się wśród prawdziwych emocji, a zwolennicy wirtualnego seksu mówią nawet o prawdziwym podnieceniu seksualnym, które odczuwają poprzez swoje awatary. Widać wyraźnie, że granice między prawdziwym, tzw. “pierwszym życiem”, a “drugim życiem”, tym na niby, są zatarte. Co ciekawe, SL osiągnął już nawet poziom “meta”, o czym świadczy popularność miejsc, gdzie angażując się w grę RPG to już nie my, ale nasze awatary wcielają się w kogoś innego niż są na co dzień. Ale nie o tym przecież teraz miałem, o tym wszystkim więcej będzie na zajęciach.
Najpierwsze kroki
Pozwolę sobie pominąć kwestię rejestracji, bo nie pamiętam dokładnie, jak ona przebiegała, a drugi raz rejestrował się nie będę (bo teoretycznie nie można). W każdym razie nie powinna ona stwarzać większych problemów. Apeluję tylko o rozwagę przy wyborze godności swojego awatara, której później nie będziemy już mogli zmienić (w przeciwieństwie do płci). Po rejestracji, zainstalowaniu programu i zalogowaniu się, trafiamy na wyspę orientacyjną, gdzie nabywamy podstawowe umiejętności pozwalające poruszać się w wirtualnym świecie. Ten etap niestety także będę musiał pominąć, bo po opuszczeniu tej wyspy nie można już na nią powrócić, a sam już nie pamiętam, czego tam dokładnie uczyli. Samouczek jest jednak raczej prosty i do przebrnięcia. Jak tylko opuścicie wyspę edukacyjną i traficie do właściwego świata gry, klikacie “search”, wybieracie “people”, wpisujecie “Miron Jarman” i wysyłacie mi “instant message” z pozdrowieniem
Możliwość wyrażania = konieczność wyrażania
Jedną z pierwszych rzeczy, które należy zrobić, jest zadbanie o wygląd swojego awatara. Nikt nie będzie chciał nas znać, jeśli pozostaniemy przy standardowym wyglądzie, zaręczam. Będziemy więc potrzebować z jednej strony ciała (kształtu), skinu (tekstura postaci, w tym twarz) i fryzury, zaś z drugiej – kompletu ubrań. Opcje są dwie – albo grzebiemy się w tonach darmowych przedmiotów, albo ruszamy prosto do sklepów, gdzie wydajemy nasze jak najbardziej prawdziwe pieniądze (bo przecież tak od razu nie zarabiamy). Z szukaniem ciuchów wśród darmówek jest trochę tak jak z lumpeksami – są warte rozważenia ze względów ekonomicznych (i dlatego właśnie na samym początku prawie każdy przechodzi ten etap, bo ani nie zarabia wirtualnych pieniędzy, ani nie chce kupować ich za realną walutę), ale z drugiej strony ciężko jest znaleźć coś wartościowego i przegrzebywanie się przez tony badziewia zabiera mnóstwo czasu. Znacznie gorzej jest ze skinami i fryzurami – tutaj wśród darmówek ciężko jest znaleźć coś, co nie byłoby wszystkim znane, no ale na początek musi wystarczyć. Jak natomiast kształtują się ceny w sklepach? Kształt + skin + fryzura to w sumie wydatek rzędu 2500-3000 L$, zaś komplet ciuchów to kolejne 500-1000L$ (o kursie waluty będzie później). Aha, przy okazji ciuchów wypada wspomnieć, że nie przystoi rozbierać się w miejscach publicznych. Tak więc do przeprowadzania wszelkich eksperymentów z własnym wyglądem i przymierzania ubrań przyda nam się jakieś ustronne i niezbyt uczęszczane miejsce (ja zwykle robię to na wyspie sieci komórkowej Play, gdzie przez większość czasu jest pusto).
System ekonomiczny
Wszystkie transakcje wewnątrz świata gry odbywają się przy użyciu wewnętrznej waluty – dolara lindeńskiego. Ma ona swój określony kurs względem dolara amerykańskiego, a wymiany walutowej w obie strony można dokonać za pośrednictwem twórców gry – Linden Lab – przy użyciu karty kredytowej/debetowej bądź konta PayPal (lindeny można także po prostu kupić na Ebayu bądź Allegro, ale nie jest to proceder legalny i w przypadku wykrycia grozi zablokowaniem konta). Bardzo szybko okazuje się, że zapewnienia twórców gry, że jest ona darmowa, można po prostu włożyć między bajki. Fakt, sam program jest darmowy, nikt też nie każe nam niczego kupować, ale prędzej czy później w życiu niemal każdego awatara, w obliczu pokus wirtualnej konsumpcji, nadchodzi moment przełamania i przystąpienia do tej nietypowej wymiany ekonomicznej. Oczywiście wymiana własnych pieniędzy na lindeny nie jest jedynym sposobem ich pozyskiwania. Lindeny można także po prostu zarobić, co możliwe jest na wiele sposobów – by wymienić tylko kilka z nich: projektowanie ubrań i akcesoriów, wytwarzanie przedmiotów użytkowych, projektowanie budynków, pisanie skryptów. Można także zostać modelem, fotografem, marketingowcem, względnie wkroczyć na drogę nierządu. Słyszałem nawet o przypadkach, kiedy ktoś poszukiwał prawnika specjalizującego się w przeprowadzaniu wirtualnych rozwodów. Ścieżki kariery zawodowej są więc dość różnorodne i elastyczne, jednak przynajmniej na wstępnym etapie gry zarabianie pieniędzy to pomysł raczej mało realny – wymaga to po prostu dogłębnego poznania mechanizmów funkcjonowania świata i często bogatego zaplecza w postaci nie tylko wiedzy i umiejętności, ale także narzędzi. Pozostaje jeszcze “camping”, ale zważywszy że można w ten sposób zarobić w najlepszym razie 50 L$ w ciągu 8 godzin, to chyba nie bardzo się opłaca. Wymiana walutowa między RL a SL zachodzi w obie strony, więc co bardziej twórczy i przedsiębiorczy gracze są w stanie sobie nieźle dorobić, a w przypadku idealnym wręcz całkowicie utrzymywać się dzięki swojemu awatarowi. Jeśli ktoś zastanawia się, ile właściwie kosztują te lindeny, to już informuję. Dla potrzeb poglądowych można przyjąć przybliżenie jednego lindena do jednego grosza polskiego. Dla przykładu – wynajęcie niewielkiego domu na tydzień kosztuje 300-600 L$, kupienie małego kawałka własnej ziemi to wydatek rzędu co najmniej 10 000 L$ (oczywiście zależnie od wielkości), zaś wynajęcie małej działki to koszt około 2000 L$ tygodniowo. Zaznaczam, że posiadanie lub wynajmowanie nieruchomości jest opcjonalne – można godnie żyć i bez tego.
User-created content, czyli twórczość jako źródło postępu, satysfakcji seksualnej i cierpień
Na dobrą sprawę wkład twórców gry – Linden Labs – w tworzenie świata Second Life’a jest niewielki. Ich działania ograniczają się praktycznie tylko do sprzedawania użytkownikom kolejnych wysp, sprawowania nadzoru nad światem, no i utrzymania technicznej funkcjonalności systemu. Niemalże wszystko, co istnieje w świecie gry zostało stworzone przez samych użytkowników, dzięki zestawowi względnie prostych narzędzi opracowanych przez autorów programu. Mamy przede wszystkim dostępne dla wszystkich wbudowane narzędzia do budowania przedmiotów z elementów geometrycznych, jest także skryptowy język programowania, który wprawdzie na pierwszy rzut oka wygląda jak czarna magia, ale jego poziom złożoności chyba mniej więcej dorównuje HTML-owi. Poza tym można także importować do programu tekstury (upload każdego pliku kosztuje 10$L, niezależnie od jego typu i rozmiaru), dźwięki i animacje postaci utworzone w zewnętrznych aplikacjach takich jak Poser. Bez wszystkich dobrodziejstw wymyślonych przez użytkowników, byłoby bardzo ubogo. Awatar sam z siebie potrafi jedynie przemieszczać się (chodząc lub latając), siadać i wykonywać parę podstawych gestów. Warto zauważyć, że sławetny wirtualny seks w SL nie był zaimplementowany w grze przez samych jej autorów. Jak to wygląda w praktyce? Mnóstwo czynności w świecie gry wykonuje się przez porozmieszczane tu i ówdzie “kulki z pozami” (poseballs). Na taką kulkę należy po prostu kliknąć, dzięki czemu nasza postać przybiera zaskryptowaną w kulce pozę lub animację. Zobaczcie sami. Pierwszy przykład – kulki z pozami siedzenia, drugi – hmm, znacie angielski.
Wybaczcie, że zademonstrowałem w pojedynkę i w ubraniu.


Całkowita dowolność twórcza użytkowników rodzi jednak pewne zagrożenia, by wspomnieć jedno z częściej wspominanych – wyglądające jak dzeci awatary, które uprawiają seks. Second Life jest wprawdzie przeznaczony wyłącznie dla dorosłych (do niedawna aby móc się zalogować, trzeba było najpierw podać numer swojej karty kredytowej dla potwierdzenia dorosłości, teraz jednak zarzucono ten pomysł) i prawdopodobnie za owymi dziecięcymi awatarami raczej nie ukrywają się dzieci, jednak tego szczególnego rodzaju pornografia dziecięca jest w SL ostro tępiona.
No dobrze, ale gdzie ja mam się w ogóle udać?
Zachęcam do poszukiwań ciekawych miejsc odpowiadających własnym zainteresowaniom. Mając jednak świadomość, że to nie zawsze bywa proste, na koniec chciałem zgromadzić garść różnorodnych linków do wartych odwiedzenia lokalizacji. Widzę jednak, że ktoś zrobił już dość imponującą bazę danych, którą tutaj wzbogacę tylko o kilka swoich typów. Linki otwierają się w przeglądarce internetowej. Klikamy “teleport now” i nam się wtedy w grze otwiera teleport.
1. Darmowe (zupełnie lub wycenione na symbolicznego lindena) rzeczy – tzw. Freebies (uwaga, często się powtarzają), półki z darmowymi przedmiotami można też często znaleźć w sklepach
Freebie-cośtam
GNUbie
2. Dla patriotów – Polska, Polacy, polskie:
Centrum Polska (w zasadzie podaję tylko z obowiązku, bo sam nie znoszę tego miejsca)
Second Kraków
Second Poznań
Second Wrocław
Play Island – nie, żebym robił reklamę, ale wyspa jest dość ładna, no i jak już powiedziałem, jest tam pusto, więc można się rozbierać
3. Interesujące, nietypowe lub po prostu ładne
Tableau – bardzo klimatyczne miejsce z miłym jazzem w tle, polecam głębszą eksplorację, a zwłaszcza klub w brzuchu gigantycznej jaszczurki, cmentarz i nawiedzony dom
Wastelands – postapokaliptyczne osiedle mieszkaniowe
The Abyss – sklep ze skinami, a zarazem jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w SL
Wheatfield – kolejny klasyk, absolutne must-see
Pomnik Jeana Baudrillarda – gratka dla ikapowców – filozof “zrobiony w balona” i przymocowany łańcuchami do ziemi opowiada o życiu, śmierci i symulakrach. Zresztą, zobaczcie screenshota.

Linki zewnętrzne:
Strona oficjalna – wiadomo
Oficjalne filmowe tutoriale – mogą być bardzo pomocne, acz na nieco wyższym poziomie wtajemniczenia niż zaraz po opuszczeniu wyspy orientacyjnej
AvaStar – Second Life’owy tabloid
Second Style – pismo o modzie i lajfstajlu
Second Life na flickrze – pool ogólny
Second Life na flickrze – pool artystyczny
Get a first life - satyra na Second Life
O czymś zapomniałem? Proszę pytać, w razie czego.
Dopisano później:
No tak, zapomniałem o wymaganiach sprzętowych. Są podane tutaj. Minimum jest naprawdę bardzo minimum.
Pierwszy Polski serwis moblogowy (założony w 2005 roku i sponsorowany przez Nokię) w chwili obecnej prawie 6 tyś moblogów. Można tu nie tylko publikować zdjęcia, dodawać do nich opisy, czy komentarze. W profilu, obok części ‘właściwej’ pojawi się lista moblogowych znajomych (swoją drogą, uwielbiam te napisy typu ‘bu, nie masz żadnych znajomych
), ulubione moblogi innych użytkowników, archiwum naszych wpisów, najnowsze wpisy w serwisie, najnowsze komentarze, galeria (jakby było nam jeszcze mało zdjęć!) a jeśli tylko chcemy, po wpisaniu konkretnych tagów pojawi się też okno last.fm, które połączy nas z radiem przypisanym do danego taga. Co więcej (gdyby nadal było nam mało zdjęć) po udostępnieniu swojego loginu z grono.net w naszym moblogowym profilu wyświetlą się także nasze gronowe galerie. Podobny zabieg możemy zastosować, jeśli chodzi o youtube oraz picassę.
Skoro już skończyliśmy edytować nasz (już pełen zdjęć) profil, możemy zacząć moblogować. Jak? Sposobów jest kilka. Ten najważniejszy (który stanowi, o ile się nie mylę, główna różnicę między moblogiem a zwykłym blogiem, przynajmniej od strony, powiedzmy ‘technicznej’) polega na tym, iż kolejne wpisy możemy dodawać wysyłając je mms-em prosto z naszego telefonu. Wystarczy po prostu wysłać wiadomość multimedialną pod konkretny adres, który ustalamy przy rejestracji, a jego schemat wygląda tak: login@nazwa_naszego_mobloga.moblog.pl. I tyle. Oczywiście nadal możemy dodawać wpisy tekstowe, czy zdjęcia, w sposób tradycyjny, czyli używając do tego celu jedynie komputera;)
Zjawisko to zostało zapoczątkowane (a jakże!) w Japonii, w 2001 roku. Trudno jest mi jednak oprzeć się wrażeniu, że moblogging to nie jakaś wybitna nowość, a jedynie pewne ‘usprawnienie’ zwykłych blogów. I jak w każdym przypadku, gdy poznaję coś nowego, co, przynajmniej z pozoru zdaje mi się być raczej bezsensowne, próbowałam w tym znaleźć coś ciekawego. Co znalazłam w tym przypadku? Szybkość przekazywania informacji. Telefon z wbudowanym aparatem to w tej chwili zjawisko całkowicie powszechne, zawsze znajdzie się więc ktoś, kto nie tylko taki posiada, ale i w odpowiednim momencie go wykorzysta. Dzięki usprawnieniu, jakim jest możliwość edytowania swojego bloga za pomocą komórki, każde wydarzenie może zostać uwiecznione, a następnie opublikowane w sieci w ciągu minuty. Jeśli dotyczy to jedynie prywatnych spraw jednego z użytkowników, nie jest rzeczą zbyt interesującą, jednak jeśli weźmiemy pod uwagę inne wydarzenia, sytuacja wygląda już zupełnie inaczej. Szybko zauważono, iż moblogerzy mogą stać się konkurencją dla tradycyjnych mediów. Zanim dziennikarze dotrą na miejsce jakiegoś zdarzenia można być pewnym, że ktoś już opublikował informacje o nim na swoim moblogu. Pytanie nasuwa się samo, czy dziennikarstwo online wyprze to tradycyjne?
gdzie?
http://moblog.co.uk/
http://www.moblog.pl/
http://www.moblogging.us/moblogs/
Tags:podróże, travel 2.0, travel blog.
Travel blogi to „po prostu” blogi pisane w podróży. Cudzysłów jest tu moim zdaniem głęboko uzasadniony. Oprócz tego, że jest to jeden z wielu typów (i celów) blogowania, jest to także część zjawiska, którego nazwa nie zaskakuje – Travel 2.0. Travel 1.0 wykorzystywało internet w Celu 1.0 – były to strony pozwalające na szybkie znalezienie informacji o hotelu, locie, czy obiektywnych atrakcjach turystycznych bez zaproszenia podróżnika do interakcji. Mianem Travel 2.0 określa się strony, które są już pełnowymiarową świątynią wirtualizacji podróży. Na takiej stronie można m.in.:
- zaznaczyć na mapie wszystkie miejsca w jakich się było, zliczyć je i przedstawić w statystykach
- zaznaczyć na mapie aktualną trasę podróży wraz z miejscem obecnego pobytu
- zostawić informacje o każdym odwiedzonym miejscu i przeczytać komentarze innych użytkowników o każdym miejscu, patrz np. venividiwiki.eu
- porozumiewać się z innymi podróżnikami, którzy są w pobliżu
- oczywiście umieszczać wpisy tekstowe, fotograficzne i audiowizualne o swojej podróży, czyli właśnie travelblogować.
Możliwości jest oczywiście znacznie więcej, te wydają mi się najważniejsze. Ostatnią nowinką techniczną jest połączenie moblogów z travel blogami, czego efektem są notatki z podróży redagowane przez komórki, a publikowane w travel blogu. Jedną z pierwszych stron dających takie możliwości jest travnotes.com .
W blogowaniu podróżniczym szczególnie istotne wydaje mi się przekroczenie bariery czasu i przestrzeni, ponieważ istotą podróży jest właśnie ciągle zmiana miejsca – internet jest tu więc stałym punktem odniesienia, bieżącym zapisem pokonywanej drogi. Ma to, moim zdaniem, duże znaczenie psychologiczne i to, pomijając kompulsywny pęd ku posiadaniu własnej podróży, całkiem pozytywne. Stały kontakt jaki tworzy travel blog między piszącym, a stałymi czytelnikami komentującymi jego podróż, podróżnikowi daje duże poczucie bezpieczeństwa, zaś odbiorcy bloga – wrażenie współuczestnictwa w podróży. Travel blogi mają swoich bohaterów, których sława często przekroczyła ramy internetu. Takimi bohaterami w Polsce są chyba Kinga i Chopin, których podróże wielu śledziło aż do tragicznego końca – śmierci Kingi w Afryce (blog-memoriał Kingi: http://naszestrony.nazwa.pl/kingafreespirit/kingapl/). Takie blogi tworzą zresztą samodzielną całość i po zamknięciu często są nadal czytane.
Travel blogi to zjawisko masowe, są dziesiątki serwisów, a na nich tysiące wpisów. Jak we wszystkich tego typu instytucjach, podróże i ich opisy są oceniane, a ich twórcy, chcąc nie chcąc, współzawodniczą ze sobą. Poza lokalnymi rankingami, konkurs na najlepszego travel bloga organizuje upgradetravelbetter.com .
Przyszłość travel blogów jest niepewna, ale jej nazwę już znamy – Travel 3.0. Przeczytałem o dwóch możliwych rozumieniach tego pojęcia – bycie w stałym połączeniu z globalną siecią podczas podróży lub podróżowanie WEWNĄTRZ globalnej sieci, czyli wirtualnie, nie ruszając się z domu. Co wolicie – internet jako nasz umysł czy nasz świat?
- przykładowe portale travel 2.0
http://www.travelpod.com/
http://www.travelblog.org/
http://www.mylifeoftravel.com
http://blog.travellerspoint.com
http://mytravelblog.pl
http://travnotes.com – moblog + travel blog
http://venividiwiki.eu/ – to i niżej – interaktywne mapy
http://simpatigo.com
http://www.hospitalityclub.org/ – wszystkim znane, też travel 2.0
http://www.couchsurfing.com/ – j.w.
- inne ciekawe strony
http://www.upgradetravelbetter.com – coroczny konkurs na najlepszego travel bloga
http://web20travel.blogspot.com – blog o travel 2.0 – ogromna garść linków
http://naszestrony.nazwa.pl/kingafreespirit/kingapl – blog Kingi
Tags:blog, fotoblog, fotografia.
Fotoblog to graficzne wcielenie bloga, powstałe na bazie dwóch procesów – zwiększenia szybkości transferu danych i pojemności dysków oraz upowszechnienia się fotografii cyfrowej. W wyniku tych zmian zdjęcia dobrej jakości może robić każdy, wszędzie i (prawie) wszystkim, a potem zamieszczać je bez ograniczeń na nieskończonej sieciowej przestrzeni. I jak to zwykle bywa, ma to swoje wady i zalety.
W mojej „antropologicznej podróży” natknąłem się na trzy typy fotoblogów, typy o dosyć nieostrych granicach oczywiście. Po pierwsze, fotoblogi, nazwijmy je, klasyczne, mające formę graficznego pamiętnika. Kolejne dni przynoszą nowe „fotki” tego, co się akurat pod obiektyw napatoczyło, a to jakaś fajna „jazda”, a to zachód słońca czy… kolejny zachód słońca. Czasem zdjęciom towarzyszą mniej lub bardziej rozwinięte komentarze, a także komentarze inny fotoblogerów. Właściwie nie wiem, czy można powiedzieć, że fotografia jest dominującym medium fotobloga. Zdjęcie jest zwykle głównym elementem, inicjującym wpis, ale wokół niego często narasta znacznie je przerastający materiał tekstowy – tytuł, opis, komentarze i sam interfejs oczywiście. „Klasycznie” pojmowany fotoblog, tak jak blog tekstowy, rejestruje przede wszystkim stany emocjonalne nadawcy, codzienne wydarzenia życia osobistego, czasem bardziej refleksyjnie ujmowaną rzeczywistość, służy oczywiście również autoprezentacji (często autorzy sami stają przed obiektywem). Masowość zjawiska nie służy oczywiście jakości, ale ponieważ kryterium estetyczne nie dominuje nie tylko w nadaniu, ale i odbiorze, myślę, że święte oburzenie można sobie darować, a fotoblogi potraktować jako ciekawy, fotograficzny zapis… wszystkiego.
Jako oddzielną kategorię, wyróżniłbym fotoblogi artystyczne, które nie mają w założeniu sprawozdawać naszego życia osobistego, ale ujmować rzeczywistość „w ogóle”, w subiektywnej, niecodziennej formie. Jest to internetowa adaptacja profesjonalnej fotografii artystycznej i często właśnie profesjonaliści pokazują swoje prace na takich fotoblogach, ale oczywiście nie tylko. Tu zdjęcia mają zwykle skromniejszy i bardziej filozoficzny komentarz, a wszystko sprawia często wrażenie wcześniejszego przygotowania, a nawet przemyślenia, co w sieci zawsze cieszy i zaskakuje.
Wreszcie ciekawym i bardzo popularnym zjawiskiem jest po prostu zgrywanie całej zawartości aparatu do internetowej galerii, czasem z niewielkim komentarzem do całej serii. Typowym serwisem do takich praktyk jest Flickr. Jest to zupełnie nieuporządkowany zapis aktywności fotograficznej szczęśliwego posiadacza aparatu, przez co jest najtrudniejszy w odbiorze, ale i najmniej wykreowany. Zamieszczanie 10 zdjęć jednego ujęcia chyba słusznie sugeruje, że celem nadawców nie jest kontrolowana komunikacja z kimkolwiek, a wirtualizacja swoich wspomnień bez żadnej selekcji. Dysk twardy został właściwie zastąpiony przez internet. Ogólnie uważam, że to niebezpieczne, dla antropologów – bezcenne
Fotoblogi funkcjonują jako indywidualne strony, w ramach ogólnych blogerni jak Blogger.com, fotoblogerni jak Fotolog.com, a także innych portali społecznościowych jak Myspace czy YouTube – za fotoblogi uznałbym pokazy slajdów w formie video, które ludzie często zamieszczają dosyć regularnie. Wszystkie te serwisy tworzą z fotoblogów nową strukturę, w której możemy selekcjonować twórców na wiele sposób, oceniać ich, a także oglądać zdjęcia ułożone tematycznie, zwykle wg tagów – co de facto tworzy nowego fotobloga np. o plażach w Kalifornii w percepcji 13,082 osób (na godz. 22:21, 19.04.08) 
Poniżej umieszczam parę stron, na których można rozszerzyć swoją wiedzę albo dać się wciągnąć fotoblogom, na co ja sobie w imię wyższych celów pozwoliłem.
http://en.wikipedia.org/wiki/Photoblog
http://www.photoblog.pl/
http://www.fotolog.pl/
http://www.flickr.com/
http://photobucket.com
http://www.fotolog.com/
http://www.photoblog.com
http://www.photoblogs.org/
Tags:second life.
Oto luźne tłumaczenie rozmowy, którą kilka dni temu odbyłem w “drugim życiu” (skróty SL i RL odpowiednio dla “second life” oraz “real life”):
- Razem z moim szwagrem mieszkaliśmy w domku na wzgórzu, na wyspie. Moja siostra mieszkała tuż obok, w domku na plaży. Rozumiesz sytuację?
- Jasne.
- Moja siostra zaczęła być zazdrosna, że tak dobrze bawimy się razem w SL.
- Dlaczego w takim razie nie próbowałaś zamienić się z nią na domy?
- Ten świat dał jej wszystko, czego w jej poczuciu brakowało jej w prawdziwym życiu: dobrą pracę, przyjaciół, wysoki status społeczny. Była tutaj poważana. I to niestety uderzyło jej do głowy. Nie chciała, żebyśmy kręcili się wokół niej, dlatego że znamy ją w RL. A ona wciąż gra.
- Niezła historia!
- Wiem, haha! A ja w rzeczywistości mam tylko 19 lat.
- A ona?
- Ona jest po trzydziestce. Tak samo jak mój szwagier. To znaczy… były szwagier. Rozstali się w RL.
- Z powodu SL?
- Miała romans z kimś, kogo poznała w SL. Dlatego właśnie chciała się nas pozbyć!
- Czy to przekształciło się w prawdziwy związek, czy pozostało tylko tutaj?
- Są razem od kiedy rozstała się ze swoim mężem. On nie wiedział wtedy o jej wirtualnym romansie.
- Nie no, nie wierzę.
- To jak opera mydlana, prawda?
- Tak. Jak sądzę nie mogę wpakować się tutaj w żaden związek.
- Nie mów tak… Chyba że masz kogoś w RL?
- Tak. I nie chciałbym, żeby ten związek ucierpiał.
- No tak, w takim razie to najlepsze rozwiązanie. Związki w SL mogą być naprawdę silne, mówię ci. Sama przez to przeszłam.
Inna anegdota:
Jeden z wirtualnych znajomych któregoś razu w toku luźnej rozmowy zboczył na poważny temat mówiąc: “muszę ci się przyznać, że przeżyłem dzisiaj jedno z najbardziej upokarzających doświadczeń w swoim życiu”. Moje natychmiastowe zmartwienie było jednak przynajmniej w pewnym sensie przedwczesne, bo okazało się, że ma on na myśli życie awatara, a nie człowieka nim kierującego. Ów znajomy jest w “drugim życiu” początkującym modelem, a tego dnia podczas sesji fotograficznej musiał pozować zupełnie nago, w różnych ekwilibrystycznych pozach.
Równie ciekawych historii (niestety bez możliwości zweryfikowania ich autentyczności) dostarcza regularnie kącik porad w internetowym magazynie “The AvaStar”, który jest bodaj najpopularniejszym pismem poświęconym grze Second Life, a właściwie nie tyle grze, co po prostu “drugiemu życiu”. Oto przykładowe nagłówki: “Moja kochanka z SL jest moją macochą w RL”, “Moja lesbijska kochanka jest mężczyzną!” itp.
Przyznaję, w Second Life gram od trzech tygodni (acz ostatnio już ze zdecydowanie mniejszym zaangażowaniem). Razem z Prowadzącą ustaliliśmy, że swoje dotychczasowe obserwacje przybliżę Wam w cyklu blogowych notek. Mam tylko jedno kluczowe pytanie, zarówno do grupy, jak i rzeczonej Prowadzącej: czy interesują nas podstawowe kwestie związane z systemem gry i interfejsem, czyli to, co awatar może robić i jak to może robić (np. w jaki sposób możliwy jest sławetny seks pedofilski), a także charakterystyka modelu ekonomicznego? Czy może w kolejnej notce mam od razu przejść do istotniejszych z antropologicznego punktu widzenia aspektów zabawy? Osobiście wydaje mi się, że zrozumienie tej “gry” nie za bardzo jest możliwe bez podstawowej wiedzy na temat zasad, jakimi rządzi się jej świat, ale poczułem się zobligowany do zadania tego pytania, bo nie chce nieproszony zarzucać ciągami notek dotyczących sterowania postacią w “jakiejś grze”.
Tags:polityka a internet, pornografia w sieci, wizerunek internautów.
Ostatnio rzeczywistość intensywnie podsuwa nam argumenty zarówno za tezą, że sieć jest wielkim śmietnikiem, jak i za tą, że może być skarbcem talentów, a przynajmniej – wyśmienitą trampoliną służącą do wybicia się.
O tym ostatnił przekonał się ostatnio Jeff Ooi, znany azatycki blogger, oraz jego wierni czytelnicy. Poczytny dotyczący polityki blog umożliwił swojemu autorowi włączenie się w tę politykę, o której do tej pory tylko pisał: Jeff Ooi został parlamentarzystą, co może stanowić kolejny przykład omawianego na zajęciach zjawiska polegającego na tym, że “real” nobilituje bądź legitymuje to, co wirtualne.
Ooi jest chyba pierwszym politykiem zawdzięczającym narodziny swej popularności blogowi (podkreślam, “narodziny” a nie “odrodzenie”, o którym można mówić częściej). Mimo że jego wygrana w wyborach jest precedensem, w polskojęzycznej sieci nie mówi się o tym prawie wcale, bowiem w ciągu ostatnich kilku dni na polskojęzycznych forach dyskusyjnych, ale i także w prasie, wrze niestety z zupełnie innych powodów. Wszystko przez rzuconą niejako od niechcenia uwagę byłego premiera na temat jego wizji polskich internautów: “Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę odebrać”. Zostawiając na boku kwestię głosowania przez Internet, warto zanalizować obecny w tej wypowiedzi obraz przeciętnego internauty: młody wiek, piwo, niefrasobliwość i pornografia, ze względu na którą, jak twierdzą niektórzy, powstała przecież sieć: http://pl.youtube.com/watch?v=eWEjvCRPrCo 
Czyżby to temu Jeff Ooi zawdzięczał swój fotel parlamentarzysty?
Pomyślę o tym później. Na razie pora wyłączyć komputer – już i tak nie mam co tu robić, bo właśnie skończyło mi się piwo
Nie będę przytaczać w tej notce definicji Web 2.0 – łatwo możecie je znaleźć w sieci. Przyznam też, że po przeczytaniu wszystkich podanych (i innych – linkujące się nawzajem blogi tematyczne strasznie pożerają czas
tekstów więcej nie wiem niż wiem.
Rozpocząwszy tą smutną konstatacją, chciałabym się z Wami podzielić garścią refleksji, które być może podczas dyskusji na zajęciach przyjmą nieco bardziej rozbudowaną formę.
Przede wszystkim – nie było żadnej rewolucji. Między Web 1.0 a 2.0 nie dokonał się żaden skok techniczny, pojawiły się jedynie nowe techniki tworzenia aplikacji (np. AJAX), które umożliwiły użytkownikom bezpośrednie wprowadzanie zmian na stronie. Z tego powodu trudno jest określić moment, w którym wkroczyliśmy w erę Web 2.0. Za jej początek uznaje się rok 2001 (wtedy pękła dot-com bubble), ale doprawdy nie rozumiem przesłanek (co nie znaczy, że one nie istnieją lub są niesłuszne
, które kazałyby nam tak uważać. Z tego też względu niektórzy (np. Tim Berners-Lee) uważają Web 2.0 za wymysł marketingowy, pustą nazwę, która nic nie desygnuje, ale za to ładnie brzmi.
Niewątpliwie jednak coś się zmieniło – zmienił się nasz sposób używania internetu. Zarówno przez zwykłych użytkowników jak przez tych, którzy produkują oprogramowanie. W miejsce sieci- bazy informacji pojawiła się wzajemność na linii nadawca-odbiorca. Z tym zjawiskiem łączymy p2p czy blogi. Z wypowiedzi teoretyków- entuzjastów w Web 2.0 (Tim O’Relly) wyłania się projekt sieci opartej na dobrowolnej i kreatywnej współpracy i wolnym przepływie informacji między ludźmi – wydaje się, że cokolwiek utopijny. Szczerze mówiąc, przypomina mi on trochę XIXwieczny anarchokolektywizm
A już na poprzednich zajęciach ustaliliśmy, że w Internecie istnieje hierarchia i cenzura (tu pytanie: do jakiego stopnia struktura „społeczna” sieci odzwierciedla modele panujące we współczesnych społeczeństwach Zachodu?).
Zmiany te nie zachodziły jednak w sposób rewolucyjny, raczej ewolucyjny. Internet staje się (stał się) przestrzenią społeczną, równoważną z każdą inną; przestrzenią konstrouwania własnej tożsamości (a to już grząski socjologiczny grunt
. Powstanie i rozwój portali społecznościowych – sztandarowa cecha Web 2.0 datuje się od 2004 roku (fcbk i grono, myspace 2003), popularność blogów zaczęła się nieco wcześniej (ok. 2000 roku), ale “if Web 2.0 for you is blogs and wikis, then that is people to people. But that was what the Web was supposed to be all along.” (znów Berners-Lee).
Możemy więc chyba powiedzieć, że termin web 2.0 (jakkolwiek rozumiany) odnosi się do pewnego etapu ewolucji sieci, dokonującej się przede wszystkim na poziomie kształtowania się nowej przestrzeni społecznej. Trudno jest pisać o zjawisku, które istnieje tu i teraz – i w którym wszyscy uczestniczymy. Zwłaszcza, że dotknęłam tylko niewielkiego wycinka problemów, jakie mamy z Web 2.0. Mam nadzieję, że poruszymy jeszcze kwestie ekonomii, open-source (i prawa autorskiego), związków międzyludzkich czy polityki prywatności (i to niekoniecznie w trakcie najbliższych zajęć, te kwestie będą zapewne wracać ciągle). I wiele innych, które w tej chwili nie przychodzą mi do głowy
Tags:Internet przyszłości, Web 3.0.
Przyznam, że termin Web 3.0 był dla mnie co najmniej tajemniczy. Po przeczytaniu wskazanych tekstów zmieniło się to, choć nadal nie jest w pełni jednoznaczny. Pocieszającym wydaje się więc fakt, że nikt jeszcze nie zdefiniował dokładnie tego pojęcia. Nikt więc nie wie czym jest, a raczej czym będzie Web 3.0.
Jedno jest pewne – jest to termin określający nową generację Internetu (po Web 1.0 i 2.0), która dopiero nastąpi. Co więc przyniesie ze sobą Web 3.0? Na ten temat powstało już wiele hipotez. Jedni twierdzą, że aktualna sieć internetowa stanie się siecią semantyczna – jedną wielką zintegrowaną bazą danych, a nawet będzie działać jak sztuczna inteligencja. Inni zaś przewidują, że Web 3.0 przyniesie większą prędkość Internetu, jego pełną wizualizację i prostsze aplikacje mogące funkcjonować w wielu urządzeniach.
Niemal wszystkie wizje wydają mi się prawdopodobne. A jednak nie potrafię wyobrazić sobie tego, że komputer zacznie myśleć jak człowiek. Jest to dla mnie wizja niczym z filmu SF, choć wiem, że wielu specjalistów tak właśnie widzi przyszłość Internetu.
Każda ze stworzonych teorii i hipotez zakłada, że niedługo świat wirtualny zupełnie przeniknie świat rzeczywisty, że w niektórych sferach Internet zastąpi człowieka. Czy to będzie dla nas korzystne? Jakie konsekwencje przynieść może całkowite zaufanie sieci komputerowej?
Zapraszam do dyskusji.
Na koniec zamieszczam dwie humorystyczne wizje przyszłości Internetu:
“The future is yesterday” http://youtube.com/watch?v=Rd21qGeQbp0
Definicja Web 3.0 wyróżniona w konkursie “Web 2.0 Expo”:
Web 3.0 will complete my sentences. It will think ahead of me. In a sense, it will think for me. For example, if I write “I like…” a Web 3.0 app will complete my sentence with “…big butts and I cannot lie.”