Android

W lipcu 2005 roku jedna z najbardziej znanych firm tzw. branży internetowej, Google Inc, kupiła niewielką kalifornijską firmę Antroid Inc. Tym samym zyskuje możliwość rozwijania projektu platformy z wbudowanym systemem operacyjnym Android opartym na jądrze systemu Linux. I choć z oficjalną prezentacją gotowego produktu zwlekano aż do 28 września 2008r. Google Inc od początku zapowiadała, że jej ambicją jest uzyskanie możliwie dużego udziału w rynku oprogramowania tzw. smartfphone’ów, czyli multimedialnych telefonów komórkowych.

Sama platforma Android przeznaczona do obsługi telefonów komórkowych składa się ze zintegrowanego zestawu oprogramowania: systemu operacyjnego, oprogramowania pośredniego (tzw. middleware, umożliwiającego wymianę informacji między oprogramowaniem, czy też samym sprzętem), interface’u oraz dodatkowych aplikacji.  System Android nie jest jednak środowiskiem zbudowanym zupełnie od początku. Jak już wspomniałem, do jego budowy wykorzystano jądro systemu Linux, zapewniając jednocześnie pełną, a zatem sprzyjającą jego dynamicznemu rozwojowi oraz poszerzaniu funkcjonalności, otwartość nowego systemu. Rozwijanie jej możliwości nie wiąże się zatem z naruszeniem żadnych praw autorskich. W poniższym artykule postaram się pokrótce przedstawić podstawowe funkcje i możliwości systemu z pod znaku zielonego robocika.

Android oferuje możliwość korzystania z 7 pulpitów tworzących szereg niezależnych, a także poddających się niemal dowolniej edycji, przestrzeni roboczych. Każdą z nich można swobodnie organizować: umieścić ikony odnoszące się do dowolnych aplikacji zainstalowanych w telefonie, a także tzw. widżety (ang. widget), czyli okna autonomicznych aplikacji dodanych do przestrzeni roboczej pulpitu, pozwalających na szybki dostęp do podstawowych funkcji, czy też treści udostępnianych przez dane oprogramowanie.

Widok pulpitu w systemie Android (Samsung) Widok pulpitu w systemie Android (HTC)

Przedstawione wyżej zdjęcia pozwalają dostrzec zasadniczą różnicę w budowie poszczególnych (firmowych) adaptacji systemu operacyjnego Android. Ma ona charakter czysto graficzny (różnica w wyglądzie dolnego paska nawigacyjnego oraz górnego paska informującego o uruchomionych aplikacjach, trybie pracy sieci i jej zasięgu, stanie naładowania baterii oraz aktualnej godzinie w domyślnej strefie czasowej). Pasek wyszukiwarki google (zdjęcie po lewej), jak i rozbudowany zegar z prognozą pogody (zdjęcie po prawej), stanowią typowy przykład wspomnianych wcześniej widżetów. W obydwu przypadkach ich wywołanie spowoduje przeniesienie do wyjściowej aplikacji (przeglądarki internetowej wraz z wyszukiwarką google.com, bądź rozbudowanego zegara z dowolną ilością stref czasowych i pogodowych, budzikiem, timerem, stoperem oraz funkcją zegara biurkowego/nocnego (białe cyfry zegara numerycznego na czarnym tle).

System posiada wbudowaną przeglądarkę internetową, dzięki której możemy przeglądać całą zawartość stron internetowych tak, jak w zwykłym komputerze (czyli w taki sposób, w jaki prezentowane są one na jego ekranie). Oferuje także możliwość integracji z dowolnymi kontami e-mail. W każdym jego wydaniu (producenci telefonów mają prawo ingerować w strukturę oprogramowania) odnajdziemy funkcje pozwalające na szybką integrację z kontem gmail, a także przeglądaniem zawartości portali youtube, facebook, tweeter, czy google maps z poziomu zaimplementowanego oprogramowania. Obecnie system operacyjny Android dostępny jest w wersji 2.3, wykorzystywanej także do obsługi tabletów.

Jak już wcześniej zaznaczyłem, opisywany system operacyjny pozwala na dodanie powstających niezależnie od jego dystrybutora aplikacji, a co za tym idzie: swobodnego poszerzenia jego funkcjonalności. Wspomniane aplikacje, zarówno te płatne, jak i bezpłatne,  udostępniane są poprzez portal (a z poziomu telefonu: program) „Market” (film omawiający działanie aplikacji).

Współpraca z systemem operacyjnym MS Windows przebiega bez większych zakłóceń. Spośród wielu cennych aplikacji warto zwrócić uwagę m.in. na aplikacje umożliwiające nie tylko przeglądanie „na odległość” dokumentów w domowym komputerze, lecz także potraktowanie telefonu jako urządzenie sterujące, wraz możliwością uruchamianie wszelkich aplikacji zainstalowanych w komputerze stacjonarnym oraz wykorzystaniu jego mocy obliczeniowej (przykład). Również we współpracy z systemami linuxowymi Android zachowuje pełną funkcjonalność.

Niestety, wykorzystanie wszystkich możliwości zielonego robota we współpracy z systemem Mac OS X nie jest możliwe. Telefon widziany jest przez nas jedynie jako pamięć przenośna (brak m.in: możliwości synchronizacji danych z poziomu aplikacji zainstalowanych w komputerze, możliwości wykorzystania telefonu jako modemu).

Android a inne systemy operacyjne

Na samym końcu pozwolę sobie przytoczyć dane dotyczące tzw. udziału w rynku. Platforma Android powstawała z myślą o odbiorcach telefonów zaawansowanych pod względem technologicznym, a co za tym idzie z relatywnie dużą mocą obliczeniową. Spośród jej podstawowych konkurentów wymienić należy systemy: iOS (Apple), Symbian^3 (Nokia), BlackBerry (RIM), Windows Mobile (Microsoft). W ich wypadku udziały w światowym rynku telefonów komórkowych przedstawiały się następująco (trzeci kwartał 2010r.):

(źródło: wikipedia)

Autor: Michał Przygoński

Dodatkowe linki:

angielskie:

Oficjalna strona produktu: http://www.android.com/

A także: Android (Operating System); Analysis of Android (weak); Understanding Google Android Programming Terminology

polskie:

Polskie Centrum Google Android

AndroidLAB

Forum.android.com.pl

Second Life – krótkie nieantropologiczne wprowadzenie praktyczne

Od czego by tu zacząć?

Muszę przyznać, że mając za zadanie napisanie krótkiego przewodnika wstępnego do Second Life’a znajduję się w dość kłopotliwym położeniu. Czuję się niemal jakbym musiał komuś, kto w życiu nie widział komputera w ciągu godziny wyłożyć obsługę pakietu Office. Tak więc z góry zakładam daleko posuniętą niekompletność mojego wprowadzenia, ale w razie kłopotów i wątpliwości pojawiających się przy wchodzeniu do „drugiego życia” służę pomocą wewnątrz świata gry. Nazywam się tam Miron Jarman i jeśli komuś uda się już uruchomić program, zapraszam do kontaktu. Nie bójcie się też zagadywać przypadkowo spotkanych osób w razie jakichś problemów – ludzie w SL są zwykle dość przyjaźnie nastawieni.

Okej, już wiem od czego zacznę. Zacznę od stwierdzenia, że to nie jest dobry moment na poznawanie Second Life’a. W moim przypadku od pierwszego uruchomienia gry do momentu, kiedy przestałem spędzać tam po kilka godzin dziennie i na dobre odzyskałem swoje życie, minęły bite trzy tygodnie. Potem był miesiąc zupełnego odcięcia, a teraz zacząłem wsiąkać na nowo (po częsci przy okazji pisania tego wstępniaka). Żeby nie było, że nie ostrzegałem – proszę pamiętać o zbliżającej się sesji egzaminacyjnej.

Czym właściwie jest ten Second Life?

Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Mając świadomość patosu własnej wypowiedzi, pozwolę sobie w tym akapicie pójść na całość i odpowiem, że SL może być niemal wszystkim, czym chcemy go dla siebie uczynić. Może być po prostu kolejną siecią społeczną, może być serwisem randkowym, może pełnić funkcje edukacyjne, może służyć do realizacji różnorodnej inwencji twórczej, ale równie dobrze może być sposobem zastępczej kompensacji wszelkiego rodzaju braków z prawdziwego życia. Co najważniejsze, uważam, że rozpatrywanie tego świata wyłącznie w kategoriach gry jest znacznym uproszczeniem. Tylko z pozoru wszystko tutaj jest na niby, a w istocie w tym świecie płacimy prawdziwymi pieniędzmi, poruszamy się wśród prawdziwych emocji, a zwolennicy wirtualnego seksu mówią nawet o prawdziwym podnieceniu seksualnym, które odczuwają poprzez swoje awatary. Widać wyraźnie, że granice między prawdziwym, tzw. „pierwszym życiem”, a „drugim życiem”, tym na niby, są zatarte. Co ciekawe, SL osiągnął już nawet poziom „meta”, o czym świadczy popularność miejsc, gdzie angażując się w grę RPG to już nie my, ale nasze awatary wcielają się w kogoś innego niż są na co dzień. Ale nie o tym przecież teraz miałem, o tym wszystkim więcej będzie na zajęciach.

Najpierwsze kroki

Pozwolę sobie pominąć kwestię rejestracji, bo nie pamiętam dokładnie, jak ona przebiegała, a drugi raz rejestrował się nie będę (bo teoretycznie nie można). W każdym razie nie powinna ona stwarzać większych problemów. Apeluję tylko o rozwagę przy wyborze godności swojego awatara, której później nie będziemy już mogli zmienić (w przeciwieństwie do płci). Po rejestracji, zainstalowaniu programu i zalogowaniu się, trafiamy na wyspę orientacyjną, gdzie nabywamy podstawowe umiejętności pozwalające poruszać się w wirtualnym świecie. Ten etap niestety także będę musiał pominąć, bo po opuszczeniu tej wyspy nie można już na nią powrócić, a sam już nie pamiętam, czego tam dokładnie uczyli. Samouczek jest jednak raczej prosty i do przebrnięcia. Jak tylko opuścicie wyspę edukacyjną i traficie do właściwego świata gry, klikacie „search”, wybieracie „people”, wpisujecie „Miron Jarman” i wysyłacie mi „instant message” z pozdrowieniem ;)

Możliwość wyrażania = konieczność wyrażania

Jedną z pierwszych rzeczy, które należy zrobić, jest zadbanie o wygląd swojego awatara. Nikt nie będzie chciał nas znać, jeśli pozostaniemy przy standardowym wyglądzie, zaręczam. Będziemy więc potrzebować z jednej strony ciała (kształtu), skinu (tekstura postaci, w tym twarz) i fryzury, zaś z drugiej – kompletu ubrań. Opcje są dwie – albo grzebiemy się w tonach darmowych przedmiotów, albo ruszamy prosto do sklepów, gdzie wydajemy nasze jak najbardziej prawdziwe pieniądze (bo przecież tak od razu nie zarabiamy). Z szukaniem ciuchów wśród darmówek jest trochę tak jak z lumpeksami – są warte rozważenia ze względów ekonomicznych (i dlatego właśnie na samym początku prawie każdy przechodzi ten etap, bo ani nie zarabia wirtualnych pieniędzy, ani nie chce kupować ich za realną walutę), ale z drugiej strony ciężko jest znaleźć coś wartościowego i przegrzebywanie się przez tony badziewia zabiera mnóstwo czasu. Znacznie gorzej jest ze skinami i fryzurami – tutaj wśród darmówek ciężko jest znaleźć coś, co nie byłoby wszystkim znane, no ale na początek musi wystarczyć. Jak natomiast kształtują się ceny w sklepach? Kształt + skin + fryzura to w sumie wydatek rzędu 2500-3000 L$, zaś komplet ciuchów to kolejne 500-1000L$ (o kursie waluty będzie później). Aha, przy okazji ciuchów wypada wspomnieć, że nie przystoi rozbierać się w miejscach publicznych. Tak więc do przeprowadzania wszelkich eksperymentów z własnym wyglądem i przymierzania ubrań przyda nam się jakieś ustronne i niezbyt uczęszczane miejsce (ja zwykle robię to na wyspie sieci komórkowej Play, gdzie przez większość czasu jest pusto).

System ekonomiczny

Wszystkie transakcje wewnątrz świata gry odbywają się przy użyciu wewnętrznej waluty – dolara lindeńskiego. Ma ona swój określony kurs względem dolara amerykańskiego, a wymiany walutowej w obie strony można dokonać za pośrednictwem twórców gry – Linden Lab – przy użyciu karty kredytowej/debetowej bądź konta PayPal (lindeny można także po prostu kupić na Ebayu bądź Allegro, ale nie jest to proceder legalny i w przypadku wykrycia grozi zablokowaniem konta). Bardzo szybko okazuje się, że zapewnienia twórców gry, że jest ona darmowa, można po prostu włożyć między bajki. Fakt, sam program jest darmowy, nikt też nie każe nam niczego kupować, ale prędzej czy później w życiu niemal każdego awatara, w obliczu pokus wirtualnej konsumpcji, nadchodzi moment przełamania i przystąpienia do tej nietypowej wymiany ekonomicznej. Oczywiście wymiana własnych pieniędzy na lindeny nie jest jedynym sposobem ich pozyskiwania. Lindeny można także po prostu zarobić, co możliwe jest na wiele sposobów – by wymienić tylko kilka z nich: projektowanie ubrań i akcesoriów, wytwarzanie przedmiotów użytkowych, projektowanie budynków, pisanie skryptów. Można także zostać modelem, fotografem, marketingowcem, względnie wkroczyć na drogę nierządu. Słyszałem nawet o przypadkach, kiedy ktoś poszukiwał prawnika specjalizującego się w przeprowadzaniu wirtualnych rozwodów. Ścieżki kariery zawodowej są więc dość różnorodne i elastyczne, jednak przynajmniej na wstępnym etapie gry zarabianie pieniędzy to pomysł raczej mało realny – wymaga to po prostu dogłębnego poznania mechanizmów funkcjonowania świata i często bogatego zaplecza w postaci nie tylko wiedzy i umiejętności, ale także narzędzi. Pozostaje jeszcze „camping”, ale zważywszy że można w ten sposób zarobić w najlepszym razie 50 L$ w ciągu 8 godzin, to chyba nie bardzo się opłaca. Wymiana walutowa między RL a SL zachodzi w obie strony, więc co bardziej twórczy i przedsiębiorczy gracze są w stanie sobie nieźle dorobić, a w przypadku idealnym wręcz całkowicie utrzymywać się dzięki swojemu awatarowi. Jeśli ktoś zastanawia się, ile właściwie kosztują te lindeny, to już informuję. Dla potrzeb poglądowych można przyjąć przybliżenie jednego lindena do jednego grosza polskiego. Dla przykładu – wynajęcie niewielkiego domu na tydzień kosztuje 300-600 L$, kupienie małego kawałka własnej ziemi to wydatek rzędu co najmniej 10 000 L$ (oczywiście zależnie od wielkości), zaś wynajęcie małej działki to koszt około 2000 L$ tygodniowo. Zaznaczam, że posiadanie lub wynajmowanie nieruchomości jest opcjonalne – można godnie żyć i bez tego.

User-created content, czyli twórczość jako źródło postępu, satysfakcji seksualnej i cierpień

Na dobrą sprawę wkład twórców gry – Linden Labs – w tworzenie świata Second Life’a jest niewielki. Ich działania ograniczają się praktycznie tylko do sprzedawania użytkownikom kolejnych wysp, sprawowania nadzoru nad światem, no i utrzymania technicznej funkcjonalności systemu. Niemalże wszystko, co istnieje w świecie gry zostało stworzone przez samych użytkowników, dzięki zestawowi względnie prostych narzędzi opracowanych przez autorów programu. Mamy przede wszystkim dostępne dla wszystkich wbudowane narzędzia do budowania przedmiotów z elementów geometrycznych, jest także skryptowy język programowania, który wprawdzie na pierwszy rzut oka wygląda jak czarna magia, ale jego poziom złożoności chyba mniej więcej dorównuje HTML-owi. Poza tym można także importować do programu tekstury (upload każdego pliku kosztuje 10$L, niezależnie od jego typu i rozmiaru), dźwięki i animacje postaci utworzone w zewnętrznych aplikacjach takich jak Poser. Bez wszystkich dobrodziejstw wymyślonych przez użytkowników, byłoby bardzo ubogo. Awatar sam z siebie potrafi jedynie przemieszczać się (chodząc lub latając), siadać i wykonywać parę podstawych gestów. Warto zauważyć, że sławetny wirtualny seks w SL nie był zaimplementowany w grze przez samych jej autorów. Jak to wygląda w praktyce? Mnóstwo czynności w świecie gry wykonuje się przez porozmieszczane tu i ówdzie „kulki z pozami” (poseballs). Na taką kulkę należy po prostu kliknąć, dzięki czemu nasza postać przybiera zaskryptowaną w kulce pozę lub animację. Zobaczcie sami. Pierwszy przykład – kulki z pozami siedzenia, drugi – hmm, znacie angielski. :) Wybaczcie, że zademonstrowałem w pojedynkę i w ubraniu. ;)

sit-before sit-after

blowjob-before blowjob-during

Całkowita dowolność twórcza użytkowników rodzi jednak pewne zagrożenia, by wspomnieć jedno z częściej wspominanych – wyglądające jak dzeci awatary, które uprawiają seks. Second Life jest wprawdzie przeznaczony wyłącznie dla dorosłych (do niedawna aby móc się zalogować, trzeba było najpierw podać numer swojej karty kredytowej dla potwierdzenia dorosłości, teraz jednak zarzucono ten pomysł) i prawdopodobnie za owymi dziecięcymi awatarami raczej nie ukrywają się dzieci, jednak tego szczególnego rodzaju pornografia dziecięca jest w SL ostro tępiona.

No dobrze, ale gdzie ja mam się w ogóle udać?

Zachęcam do poszukiwań ciekawych miejsc odpowiadających własnym zainteresowaniom. Mając jednak świadomość, że to nie zawsze bywa proste, na koniec chciałem zgromadzić garść różnorodnych linków do wartych odwiedzenia lokalizacji. Widzę jednak, że ktoś zrobił już dość imponującą bazę danych, którą tutaj wzbogacę tylko o kilka swoich typów. Linki otwierają się w przeglądarce internetowej. Klikamy „teleport now” i nam się wtedy w grze otwiera teleport.

1. Darmowe (zupełnie lub wycenione na symbolicznego lindena) rzeczy – tzw. Freebies (uwaga, często się powtarzają), półki z darmowymi przedmiotami można też często znaleźć w sklepach
Freebie-cośtam
GNUbie

2. Dla patriotów – Polska, Polacy, polskie:
Centrum Polska (w zasadzie podaję tylko z obowiązku, bo sam nie znoszę tego miejsca)
Second Kraków
Second Poznań
Second Wrocław
Play Island – nie, żebym robił reklamę, ale wyspa jest dość ładna, no i jak już powiedziałem, jest tam pusto, więc można się rozbierać ;)

3. Interesujące, nietypowe lub po prostu ładne
Tableau – bardzo klimatyczne miejsce z miłym jazzem w tle, polecam głębszą eksplorację, a zwłaszcza klub w brzuchu gigantycznej jaszczurki, cmentarz i nawiedzony dom
Wastelands – postapokaliptyczne osiedle mieszkaniowe
The Abyss – sklep ze skinami, a zarazem jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w SL
Wheatfield – kolejny klasyk, absolutne must-see
Pomnik Jeana Baudrillarda – gratka dla ikapowców – filozof „zrobiony w balona” i przymocowany łańcuchami do ziemi opowiada o życiu, śmierci i symulakrach. Zresztą, zobaczcie screenshota.

jean baudrillard

Linki zewnętrzne:
Strona oficjalna – wiadomo
Oficjalne filmowe tutoriale
– mogą być bardzo pomocne, acz na nieco wyższym poziomie wtajemniczenia niż zaraz po opuszczeniu wyspy orientacyjnej
AvaStar
– Second Life’owy tabloid
Second Style
– pismo o modzie i lajfstajlu
Second Life na flickrze – pool ogólny
Second Life na flickrze – pool artystyczny
Get a first life - satyra na Second Life

O czymś zapomniałem? Proszę pytać, w razie czego.

Dopisano później:
No tak, zapomniałem o wymaganiach sprzętowych. Są podane tutaj. Minimum jest naprawdę bardzo minimum.

Fotoblogowanie, czyli milion zachodów słońca komentarzami opatrzonymi

Fotoblog to graficzne wcielenie bloga, powstałe na bazie dwóch procesów – zwiększenia szybkości transferu danych i pojemności dysków oraz upowszechnienia się fotografii cyfrowej. W wyniku tych zmian zdjęcia dobrej jakości może robić każdy, wszędzie i (prawie) wszystkim, a potem zamieszczać je bez ograniczeń na nieskończonej sieciowej przestrzeni. I jak to zwykle bywa, ma to swoje wady i zalety.

W mojej „antropologicznej podróży” natknąłem się na trzy typy fotoblogów, typy o dosyć nieostrych granicach oczywiście. Po pierwsze, fotoblogi, nazwijmy je, klasyczne, mające formę graficznego pamiętnika. Kolejne dni przynoszą nowe „fotki” tego, co się akurat pod obiektyw napatoczyło, a to jakaś fajna „jazda”, a to zachód słońca czy… kolejny zachód słońca. Czasem zdjęciom towarzyszą mniej lub bardziej rozwinięte komentarze, a także komentarze inny fotoblogerów. Właściwie nie wiem, czy można powiedzieć, że fotografia jest dominującym medium fotobloga. Zdjęcie jest zwykle głównym elementem, inicjującym wpis, ale wokół niego często narasta znacznie je przerastający materiał tekstowy – tytuł, opis, komentarze i sam interfejs oczywiście. „Klasycznie” pojmowany fotoblog, tak jak blog tekstowy, rejestruje przede wszystkim stany emocjonalne nadawcy, codzienne wydarzenia życia osobistego, czasem bardziej refleksyjnie ujmowaną rzeczywistość, służy oczywiście również autoprezentacji (często autorzy sami stają przed obiektywem). Masowość zjawiska nie służy oczywiście jakości, ale ponieważ kryterium estetyczne nie dominuje nie tylko w nadaniu, ale i odbiorze, myślę, że święte oburzenie można sobie darować, a fotoblogi potraktować jako ciekawy, fotograficzny zapis… wszystkiego.

Jako oddzielną kategorię, wyróżniłbym fotoblogi artystyczne, które nie mają w założeniu sprawozdawać naszego życia osobistego, ale ujmować rzeczywistość „w ogóle”, w subiektywnej, niecodziennej formie. Jest to internetowa adaptacja profesjonalnej fotografii artystycznej i często właśnie profesjonaliści pokazują swoje prace na takich fotoblogach, ale oczywiście nie tylko. Tu zdjęcia mają zwykle skromniejszy i bardziej filozoficzny komentarz, a wszystko sprawia często wrażenie wcześniejszego przygotowania, a nawet przemyślenia, co w sieci zawsze cieszy i zaskakuje.

Wreszcie ciekawym i bardzo popularnym zjawiskiem jest po prostu zgrywanie całej zawartości aparatu do internetowej galerii, czasem z niewielkim komentarzem do całej serii. Typowym serwisem do takich praktyk jest Flickr. Jest to zupełnie nieuporządkowany zapis aktywności fotograficznej szczęśliwego posiadacza aparatu, przez co jest najtrudniejszy w odbiorze, ale i najmniej wykreowany. Zamieszczanie 10 zdjęć jednego ujęcia chyba słusznie sugeruje, że celem nadawców nie jest kontrolowana komunikacja z kimkolwiek, a wirtualizacja swoich wspomnień bez żadnej selekcji. Dysk twardy został właściwie zastąpiony przez internet. Ogólnie uważam, że to niebezpieczne, dla antropologów – bezcenne ;-)

Fotoblogi funkcjonują jako indywidualne strony, w ramach ogólnych blogerni jak Blogger.com, fotoblogerni jak Fotolog.com, a także innych portali społecznościowych jak Myspace czy YouTube – za fotoblogi uznałbym pokazy slajdów w formie video, które ludzie często zamieszczają dosyć regularnie. Wszystkie te serwisy tworzą z fotoblogów nową strukturę, w której możemy selekcjonować twórców na wiele sposób, oceniać ich, a także oglądać zdjęcia ułożone tematycznie, zwykle wg tagów – co de facto tworzy nowego fotobloga np. o plażach w Kalifornii w percepcji 13,082 osób (na godz. 22:21, 19.04.08) ;)
Poniżej umieszczam parę stron, na których można rozszerzyć swoją wiedzę albo dać się wciągnąć fotoblogom, na co ja sobie w imię wyższych celów pozwoliłem.

http://en.wikipedia.org/wiki/Photoblog
http://www.photoblog.pl/
http://www.fotolog.pl/
http://www.flickr.com/
http://photobucket.com
http://www.fotolog.com/
http://www.photoblog.com
http://www.photoblogs.org/

Immediacja, hipermediacja i YouTube

Wklejam (swoją drogą podoba mi się określenie „wklejka” na „embed”) omawiane wczoraj na zajęciach filmiki z YouTube.

Kontekst z Boltera i Grusina: „w sytuacjach takich jak ta [mowa o fotorealizmie - A.R.] komputer imituje nie rzeczywistość zewnętrzną wobec medium, lecz inne medium” [s. 28].

Nie poruszyliśmy tego w dyskusji, ale warto się zastanowić nad tym, czy faktycznie można się zgodzić z autorami Remediation, kiedy piszą „znaczna część obecnej WWW remediuje starsze formy nie osadzając ich w nowym kontekście. Jej klikalny interfejs umożliwia programistom reorganizowanie tekstów i obrazków wziętych z książek, czasopism, filmu czy telewizji, ale ta reorganizacja nie rzuca wyzwania statusowi tekstu ani obrazu” [s.46]. Czy można w ogóle uczynić jakieś medium wyłącznie treścią innego medium? Czy nie mamy tu do czynienia raczej z mediacją zwielokrotnioną (patrz Infinite Cat Project)?