Archive for 'linki'

Pornopolityka

Tags:, , , , , , .

No dobra, przyznam się z bólem, że czegoś nie umiem. Nie umiem robić przypisów w sieci, takich ładnych co to jest sobie liczba w nawiasie kwadratowym [8], klika się w nią i przenosi nas to do przypisu, a potem klika się “wstecz” i jest się z powrotem tam, gdzie się czytało.

A ponieważ nie umiem, to poszłam na łatwiznę i zamiast przeklejać tu swój obiecany tekst, który przypisy, jako żywo, posiada (mało bo mało, ale są), wklejam Wam go w pdfie: pornopolityka.
Oprócz tego bonus w postaci materiału ikonograficznego: prezentacja w powerpoincie. Problemy pod tytułem “This file is too big. Your php.ini upload_max_filesize is 7M” dzięki interwencji siły dydaktycznie wyższej okazały się tymczasowe [światem, jak widać, nie rządzą masoni, tylko admini ;].

Poniżej – adresy do stron bohaterek artykułu. Stanowczo dla osób powyżej 18 roku życia.
Partia Przyjemności
Pierwsza gwiazda porno w parlamencie
Jej czeska koleżanka po fachu również próbująca sił w polityce
Belgijska kampania wyborcza
Amerykańska seksperformerka [na jej stronach można kupić jej "titprints", nie żartuję] i jeden z jej projektów

Posted on 27 maja '08 by Małgorzata Joanna Adamczyk, under ciało, linki, realne/wirtualne, web 2.0. No Comments.

Second Life – krótkie nieantropologiczne wprowadzenie praktyczne

Tags:.

Od czego by tu zacząć?

Muszę przyznać, że mając za zadanie napisanie krótkiego przewodnika wstępnego do Second Life’a znajduję się w dość kłopotliwym położeniu. Czuję się niemal jakbym musiał komuś, kto w życiu nie widział komputera w ciągu godziny wyłożyć obsługę pakietu Office. Tak więc z góry zakładam daleko posuniętą niekompletność mojego wprowadzenia, ale w razie kłopotów i wątpliwości pojawiających się przy wchodzeniu do “drugiego życia” służę pomocą wewnątrz świata gry. Nazywam się tam Miron Jarman i jeśli komuś uda się już uruchomić program, zapraszam do kontaktu. Nie bójcie się też zagadywać przypadkowo spotkanych osób w razie jakichś problemów – ludzie w SL są zwykle dość przyjaźnie nastawieni.

Okej, już wiem od czego zacznę. Zacznę od stwierdzenia, że to nie jest dobry moment na poznawanie Second Life’a. W moim przypadku od pierwszego uruchomienia gry do momentu, kiedy przestałem spędzać tam po kilka godzin dziennie i na dobre odzyskałem swoje życie, minęły bite trzy tygodnie. Potem był miesiąc zupełnego odcięcia, a teraz zacząłem wsiąkać na nowo (po częsci przy okazji pisania tego wstępniaka). Żeby nie było, że nie ostrzegałem – proszę pamiętać o zbliżającej się sesji egzaminacyjnej.

Czym właściwie jest ten Second Life?

Nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. Mając świadomość patosu własnej wypowiedzi, pozwolę sobie w tym akapicie pójść na całość i odpowiem, że SL może być niemal wszystkim, czym chcemy go dla siebie uczynić. Może być po prostu kolejną siecią społeczną, może być serwisem randkowym, może pełnić funkcje edukacyjne, może służyć do realizacji różnorodnej inwencji twórczej, ale równie dobrze może być sposobem zastępczej kompensacji wszelkiego rodzaju braków z prawdziwego życia. Co najważniejsze, uważam, że rozpatrywanie tego świata wyłącznie w kategoriach gry jest znacznym uproszczeniem. Tylko z pozoru wszystko tutaj jest na niby, a w istocie w tym świecie płacimy prawdziwymi pieniędzmi, poruszamy się wśród prawdziwych emocji, a zwolennicy wirtualnego seksu mówią nawet o prawdziwym podnieceniu seksualnym, które odczuwają poprzez swoje awatary. Widać wyraźnie, że granice między prawdziwym, tzw. “pierwszym życiem”, a “drugim życiem”, tym na niby, są zatarte. Co ciekawe, SL osiągnął już nawet poziom “meta”, o czym świadczy popularność miejsc, gdzie angażując się w grę RPG to już nie my, ale nasze awatary wcielają się w kogoś innego niż są na co dzień. Ale nie o tym przecież teraz miałem, o tym wszystkim więcej będzie na zajęciach.

Najpierwsze kroki

Pozwolę sobie pominąć kwestię rejestracji, bo nie pamiętam dokładnie, jak ona przebiegała, a drugi raz rejestrował się nie będę (bo teoretycznie nie można). W każdym razie nie powinna ona stwarzać większych problemów. Apeluję tylko o rozwagę przy wyborze godności swojego awatara, której później nie będziemy już mogli zmienić (w przeciwieństwie do płci). Po rejestracji, zainstalowaniu programu i zalogowaniu się, trafiamy na wyspę orientacyjną, gdzie nabywamy podstawowe umiejętności pozwalające poruszać się w wirtualnym świecie. Ten etap niestety także będę musiał pominąć, bo po opuszczeniu tej wyspy nie można już na nią powrócić, a sam już nie pamiętam, czego tam dokładnie uczyli. Samouczek jest jednak raczej prosty i do przebrnięcia. Jak tylko opuścicie wyspę edukacyjną i traficie do właściwego świata gry, klikacie “search”, wybieracie “people”, wpisujecie “Miron Jarman” i wysyłacie mi “instant message” z pozdrowieniem ;)

Możliwość wyrażania = konieczność wyrażania

Jedną z pierwszych rzeczy, które należy zrobić, jest zadbanie o wygląd swojego awatara. Nikt nie będzie chciał nas znać, jeśli pozostaniemy przy standardowym wyglądzie, zaręczam. Będziemy więc potrzebować z jednej strony ciała (kształtu), skinu (tekstura postaci, w tym twarz) i fryzury, zaś z drugiej – kompletu ubrań. Opcje są dwie – albo grzebiemy się w tonach darmowych przedmiotów, albo ruszamy prosto do sklepów, gdzie wydajemy nasze jak najbardziej prawdziwe pieniądze (bo przecież tak od razu nie zarabiamy). Z szukaniem ciuchów wśród darmówek jest trochę tak jak z lumpeksami – są warte rozważenia ze względów ekonomicznych (i dlatego właśnie na samym początku prawie każdy przechodzi ten etap, bo ani nie zarabia wirtualnych pieniędzy, ani nie chce kupować ich za realną walutę), ale z drugiej strony ciężko jest znaleźć coś wartościowego i przegrzebywanie się przez tony badziewia zabiera mnóstwo czasu. Znacznie gorzej jest ze skinami i fryzurami – tutaj wśród darmówek ciężko jest znaleźć coś, co nie byłoby wszystkim znane, no ale na początek musi wystarczyć. Jak natomiast kształtują się ceny w sklepach? Kształt + skin + fryzura to w sumie wydatek rzędu 2500-3000 L$, zaś komplet ciuchów to kolejne 500-1000L$ (o kursie waluty będzie później). Aha, przy okazji ciuchów wypada wspomnieć, że nie przystoi rozbierać się w miejscach publicznych. Tak więc do przeprowadzania wszelkich eksperymentów z własnym wyglądem i przymierzania ubrań przyda nam się jakieś ustronne i niezbyt uczęszczane miejsce (ja zwykle robię to na wyspie sieci komórkowej Play, gdzie przez większość czasu jest pusto).

System ekonomiczny

Wszystkie transakcje wewnątrz świata gry odbywają się przy użyciu wewnętrznej waluty – dolara lindeńskiego. Ma ona swój określony kurs względem dolara amerykańskiego, a wymiany walutowej w obie strony można dokonać za pośrednictwem twórców gry – Linden Lab – przy użyciu karty kredytowej/debetowej bądź konta PayPal (lindeny można także po prostu kupić na Ebayu bądź Allegro, ale nie jest to proceder legalny i w przypadku wykrycia grozi zablokowaniem konta). Bardzo szybko okazuje się, że zapewnienia twórców gry, że jest ona darmowa, można po prostu włożyć między bajki. Fakt, sam program jest darmowy, nikt też nie każe nam niczego kupować, ale prędzej czy później w życiu niemal każdego awatara, w obliczu pokus wirtualnej konsumpcji, nadchodzi moment przełamania i przystąpienia do tej nietypowej wymiany ekonomicznej. Oczywiście wymiana własnych pieniędzy na lindeny nie jest jedynym sposobem ich pozyskiwania. Lindeny można także po prostu zarobić, co możliwe jest na wiele sposobów – by wymienić tylko kilka z nich: projektowanie ubrań i akcesoriów, wytwarzanie przedmiotów użytkowych, projektowanie budynków, pisanie skryptów. Można także zostać modelem, fotografem, marketingowcem, względnie wkroczyć na drogę nierządu. Słyszałem nawet o przypadkach, kiedy ktoś poszukiwał prawnika specjalizującego się w przeprowadzaniu wirtualnych rozwodów. Ścieżki kariery zawodowej są więc dość różnorodne i elastyczne, jednak przynajmniej na wstępnym etapie gry zarabianie pieniędzy to pomysł raczej mało realny – wymaga to po prostu dogłębnego poznania mechanizmów funkcjonowania świata i często bogatego zaplecza w postaci nie tylko wiedzy i umiejętności, ale także narzędzi. Pozostaje jeszcze “camping”, ale zważywszy że można w ten sposób zarobić w najlepszym razie 50 L$ w ciągu 8 godzin, to chyba nie bardzo się opłaca. Wymiana walutowa między RL a SL zachodzi w obie strony, więc co bardziej twórczy i przedsiębiorczy gracze są w stanie sobie nieźle dorobić, a w przypadku idealnym wręcz całkowicie utrzymywać się dzięki swojemu awatarowi. Jeśli ktoś zastanawia się, ile właściwie kosztują te lindeny, to już informuję. Dla potrzeb poglądowych można przyjąć przybliżenie jednego lindena do jednego grosza polskiego. Dla przykładu – wynajęcie niewielkiego domu na tydzień kosztuje 300-600 L$, kupienie małego kawałka własnej ziemi to wydatek rzędu co najmniej 10 000 L$ (oczywiście zależnie od wielkości), zaś wynajęcie małej działki to koszt około 2000 L$ tygodniowo. Zaznaczam, że posiadanie lub wynajmowanie nieruchomości jest opcjonalne – można godnie żyć i bez tego.

User-created content, czyli twórczość jako źródło postępu, satysfakcji seksualnej i cierpień

Na dobrą sprawę wkład twórców gry – Linden Labs – w tworzenie świata Second Life’a jest niewielki. Ich działania ograniczają się praktycznie tylko do sprzedawania użytkownikom kolejnych wysp, sprawowania nadzoru nad światem, no i utrzymania technicznej funkcjonalności systemu. Niemalże wszystko, co istnieje w świecie gry zostało stworzone przez samych użytkowników, dzięki zestawowi względnie prostych narzędzi opracowanych przez autorów programu. Mamy przede wszystkim dostępne dla wszystkich wbudowane narzędzia do budowania przedmiotów z elementów geometrycznych, jest także skryptowy język programowania, który wprawdzie na pierwszy rzut oka wygląda jak czarna magia, ale jego poziom złożoności chyba mniej więcej dorównuje HTML-owi. Poza tym można także importować do programu tekstury (upload każdego pliku kosztuje 10$L, niezależnie od jego typu i rozmiaru), dźwięki i animacje postaci utworzone w zewnętrznych aplikacjach takich jak Poser. Bez wszystkich dobrodziejstw wymyślonych przez użytkowników, byłoby bardzo ubogo. Awatar sam z siebie potrafi jedynie przemieszczać się (chodząc lub latając), siadać i wykonywać parę podstawych gestów. Warto zauważyć, że sławetny wirtualny seks w SL nie był zaimplementowany w grze przez samych jej autorów. Jak to wygląda w praktyce? Mnóstwo czynności w świecie gry wykonuje się przez porozmieszczane tu i ówdzie “kulki z pozami” (poseballs). Na taką kulkę należy po prostu kliknąć, dzięki czemu nasza postać przybiera zaskryptowaną w kulce pozę lub animację. Zobaczcie sami. Pierwszy przykład – kulki z pozami siedzenia, drugi – hmm, znacie angielski. :) Wybaczcie, że zademonstrowałem w pojedynkę i w ubraniu. ;)

sit-before sit-after

blowjob-before blowjob-during

Całkowita dowolność twórcza użytkowników rodzi jednak pewne zagrożenia, by wspomnieć jedno z częściej wspominanych – wyglądające jak dzeci awatary, które uprawiają seks. Second Life jest wprawdzie przeznaczony wyłącznie dla dorosłych (do niedawna aby móc się zalogować, trzeba było najpierw podać numer swojej karty kredytowej dla potwierdzenia dorosłości, teraz jednak zarzucono ten pomysł) i prawdopodobnie za owymi dziecięcymi awatarami raczej nie ukrywają się dzieci, jednak tego szczególnego rodzaju pornografia dziecięca jest w SL ostro tępiona.

No dobrze, ale gdzie ja mam się w ogóle udać?

Zachęcam do poszukiwań ciekawych miejsc odpowiadających własnym zainteresowaniom. Mając jednak świadomość, że to nie zawsze bywa proste, na koniec chciałem zgromadzić garść różnorodnych linków do wartych odwiedzenia lokalizacji. Widzę jednak, że ktoś zrobił już dość imponującą bazę danych, którą tutaj wzbogacę tylko o kilka swoich typów. Linki otwierają się w przeglądarce internetowej. Klikamy “teleport now” i nam się wtedy w grze otwiera teleport.

1. Darmowe (zupełnie lub wycenione na symbolicznego lindena) rzeczy – tzw. Freebies (uwaga, często się powtarzają), półki z darmowymi przedmiotami można też często znaleźć w sklepach
Freebie-cośtam
GNUbie

2. Dla patriotów – Polska, Polacy, polskie:
Centrum Polska (w zasadzie podaję tylko z obowiązku, bo sam nie znoszę tego miejsca)
Second Kraków
Second Poznań
Second Wrocław
Play Island – nie, żebym robił reklamę, ale wyspa jest dość ładna, no i jak już powiedziałem, jest tam pusto, więc można się rozbierać ;)

3. Interesujące, nietypowe lub po prostu ładne
Tableau – bardzo klimatyczne miejsce z miłym jazzem w tle, polecam głębszą eksplorację, a zwłaszcza klub w brzuchu gigantycznej jaszczurki, cmentarz i nawiedzony dom
Wastelands – postapokaliptyczne osiedle mieszkaniowe
The Abyss – sklep ze skinami, a zarazem jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w SL
Wheatfield – kolejny klasyk, absolutne must-see
Pomnik Jeana Baudrillarda – gratka dla ikapowców – filozof “zrobiony w balona” i przymocowany łańcuchami do ziemi opowiada o życiu, śmierci i symulakrach. Zresztą, zobaczcie screenshota.

jean baudrillard

Linki zewnętrzne:
Strona oficjalna – wiadomo
Oficjalne filmowe tutoriale
– mogą być bardzo pomocne, acz na nieco wyższym poziomie wtajemniczenia niż zaraz po opuszczeniu wyspy orientacyjnej
AvaStar
– Second Life’owy tabloid
Second Style
– pismo o modzie i lajfstajlu
Second Life na flickrze – pool ogólny
Second Life na flickrze – pool artystyczny
Get a first life - satyra na Second Life

O czymś zapomniałem? Proszę pytać, w razie czego.

Dopisano później:
No tak, zapomniałem o wymaganiach sprzętowych. Są podane tutaj. Minimum jest naprawdę bardzo minimum.

Posted on 1 maja '08 by Sławomir Klimkowski, under gry, linki, multimedia, realne/wirtualne. 3 Comments.

Immediacja, hipermediacja i YouTube

Tags:, , , .

Wklejam (swoją drogą podoba mi się określenie “wklejka” na “embed”) omawiane wczoraj na zajęciach filmiki z YouTube.

Kontekst z Boltera i Grusina: “w sytuacjach takich jak ta [mowa o fotorealizmie - A.R.] komputer imituje nie rzeczywistość zewnętrzną wobec medium, lecz inne medium” [s. 28].

Nie poruszyliśmy tego w dyskusji, ale warto się zastanowić nad tym, czy faktycznie można się zgodzić z autorami Remediation, kiedy piszą “znaczna część obecnej WWW remediuje starsze formy nie osadzając ich w nowym kontekście. Jej klikalny interfejs umożliwia programistom reorganizowanie tekstów i obrazków wziętych z książek, czasopism, filmu czy telewizji, ale ta reorganizacja nie rzuca wyzwania statusowi tekstu ani obrazu” [s.46]. Czy można w ogóle uczynić jakieś medium wyłącznie treścią innego medium? Czy nie mamy tu do czynienia raczej z mediacją zwielokrotnioną (patrz Infinite Cat Project)?

Posted on 17 kwietnia '08 by Anna Rogozińska, under linki, multimedia, zajęcia. No Comments.

Krótka refleksja na temat Storyspace

Tags:, .

Program jest według mnie ciekawy, choć niespecjalnie łatwy w obsłudze, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Przy ikonkach nie pojawiają się ich nazwy, co sprawia, że nie bardzo wiadomo do czego służą. Grafika jest uboga (przynajmniej w wersji demo), więc program atrakcyjny wizualnie też specjalnie nie jest… Nie znajduję też dla Storyspace jakiegoś codziennego zastosowania. Myślę, że może być on bardzo pomocny podczas pisania większego tekstu – pracy naukowej czy literackiej do planowania tego co będzie w poszczególnych rozdziałach, czy tego jak wyglądać będą poszczególne wątki i postacie.

Posted on 2 kwietnia '08 by Klara Jackl, under cyberaktywizm, linki, metodologia. No Comments.

Generator poezji, blogaski i inne atrakcje

Tags:, , , .

Z cyklu “polecane w kontekście ostatnich zajęć”:

Generator poezji
Generator piosenek disco polo – dość prosty, działający podobnie jak generator poezji powyżej
Medżik disco polo mejker – opis programu (który można też ściągnąć, żeby w spokoju pobawić się nim w domu) kreującego discopolową TFUrczość, zainspirowany powyższym generatorem, jednak znajdzie bardziej zaawansowany (można wybrać, jaki nurt disco polo zamierzamy praktykować itp.)
Słowo o blogaskach – stwierdziłam, że zamiast strzępić klawiaturę po próżnicy, robiąc coś, co już zostało zrobione, podzielę się linkiem do dość dobrze oddającego stan rzeczy opisu (polecam zwłaszcza cytaty), precyzując tylko ogólnie, co postrzegane jest jako charakterystyczne cechy blogasków:
- pisanie t@koM f@LoM, różnymi kolorkami bądź też z liberalnym podejściem do ortografii
- częste nadużywanie wielokropków………. oraz wykrzykników!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 (cyferka 1 na końcu jest przy tym obowiązkowa)
- dominacja koloru różowego, a ostatnio, w dobie popularności emo, także czarnego (przy czym czarny i różowy raczej nie występują jednocześnie)
- stada gifów (koniecznie ruchomych), ewentualnie, w wersji emo, smutnych zdjęć z motywem krwi i jeszcze smutniejszych wierszy przypominających te z generatora poezji
- dramatyczna walka o komcie bądź komęty (częstokroć mozna spotkać anonse typu “za 1 komęt u mnie dostaniesz 2 u siebie!!!!!1″ lub “nagroda w kąkursie 100komciuff!!!!!!1, a już prośby “skomętuj mjego blogaska” są na porządku dziennym)
- nieznajomość netykiety oraz chociażby podstawowych (często także technicznych – stąd większośc polskich blogasków znajduje się na onecie, gdzie samemu nie szpera się w ustawieniach bloga) reguł korzystania z sieci

A na deser – Tadeusz R.L. Duda, ten od Omszałej makreli orgazmu, której jednak w sieci niestety nie ma. Może to, co znajduje się poniżej okaże się wystarczającą pociechą (polecam porównanie tych utworów z efektem używania generatora poezji):
Pajęczyna centrum
Duda bis

Posted on 2 kwietnia '08 by Małgorzata Joanna Adamczyk, under cyberaktywizm, linki. 2 Comments.

Z notatnika sceptyka

Tags:, , .

Żeby na dzisiejszych zajęciach nie było hurrraoptymistycznie, zacytuję niniejszym mojego ulubionego hipertekstowego sceptyka, Piotra Czerskiego:

“Oczywiście do przenoszenia w obszar hipertekstu nadają się bardzo dobrze wydawnictwa pozaliterackie [w przeciwieństwie do literatury - dopisek mój, MJA] – takie jak encyklopedie czy poradniki; trzeba jednak zauważyć, że próba zdobycia wiedzy w jakiejś dziedzinie dzięki internetowej encyklopedii może zakończyć się niepowodzeniem z powodu nadmiaru informacji. Jeżeli w opisie jednego hasła występują odnośniki do trzech kolejnych, z których każde zawiera odnośniki do kolejnych trzech – bardzo szybko okaże się, że w swoim dryfie trzeba się zdać na przypadek w mniejszym lub większym stopniu. Ta wiadomość jest deprymująca – nagle znacznie wyraźniej niż kiedyś wiemy, jak mało wiemy. Mamy świadomość istnienia niewykorzystanych ścieżek, na których znaleźlibyśmy być może jakąś istotną wiedzę, ale które z konieczności ominęliśmy w swojej podróży.”

Więcej tu: Raport z przeciążonego serwera

Posted on 2 kwietnia '08 by Małgorzata Joanna Adamczyk, under cyberaktywizm, linki, teoria, web 2.0. No Comments.

Interfejsy i ekrany

Tags:, .

Garść linków w kontekście ostatnich zajęć:

No i oczywiście życzę wszystkim wesołych Świąt i odpoczynku od komputera (ach!):-)

Posted on 21 marca '08 by Anna Rogozińska, under linki. No Comments.

Oświadczenie BUW

Tags:, .

ZASADY KORZYSTANIA Z INTERNETU W BUW

“W związku z licznymi informacjami w mediach na temat tego kto i do czego wykorzystuje Internet w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie przypominamy, że:

- W BUW czytelnicy mogą korzystać ze 112 stanowisk komputerowych, w tym 38 z dostępem do Internetu, ponadto dostęp do Internetu jest możliwy z własnych komputerów przenośnych poprzez sieć przewodową i bezprzewodową.
- Aby skorzystać z komputera z dostępem do Internetu należy mieć kartę biblioteczną oraz zaakceptować wyświetlany na ekranie komputera regulamin, którego p. 1 stanowi, że Pierwszeństwo w dostępie do komputerów mają osoby korzystające z zasobów i usług elektronicznych BUW w celach związanych z nauką i kształceniem na poziomie akademickim., a p. 7 d, e) że: Korzystającym z komputerów w BUW nie wolno: (…) przesyłać i udostępniać treści niezgodnych z prawem lub (…) naruszających czyjekolwiek prawa osobiste.
- Nie jest zadaniem Biblioteki kontrolowanie treści, których w Internecie poszukują nasi czytelnicy. Nie zaglądamy przez ramię czytającym książki, nie sprawdzamy także, co korzystający z komputerów mają na ekranach.”

Źródło: http://www.buw.uw.edu.pl/

BUW oferuje dostęp, ale nie sprawdza sposobów jego wykorzystywania, ufając w poszanowanie regulaminu bibliotecznego. Czy to, jakie strony odwiedzamy korzystając z publicznego dostępu do internetu – także na własnych laptopach – powinno być (samo)regulowane? Jeśli tak, to jak i w odniesieniu do jakich reguł?

Posted on 18 marca '08 by Anna Rogozińska, under linki. 1 Comment.

Jak wikipedia opowiedziała mi o bombie atomowej

Na wstępie przepraszam za opóźnienie – musiałem stoczyć heroiczny bój z moim komputerem, ewidentnie nie spodobała mu się wizja przyszłości internetu i próbował mnie powstrzymać.

Wikipedia jest bardzo wdzięcznym tematem do badań, sama o sobie przygotowuje materiały w zgrabnej, przystępnej formie, dorzuca garść odnośników do kolejnych haseł i zwykle jeszcze jakieś linki zewnętrzne, ba, nawet tłumaczy swój własny fachowy żargon, co często bywa problemem. Nie podejmuję się nawet opisywania jej z zewnątrz, i tak nie dałbym rady lepiej, niż ona o sobie i o oprogramowaniu typu wiki
Nie jest zatem w jej przypadku trudnym zrozumieć “jak to działa” – natomiast z tym, “jak ma działać” bywa gorzej.
Jeśli ktoś zostaje wikipedystą, robi to albo dlatego, że musi, MUSI stworzyć hasło swojej ulubionej szóstoplanowej postaci z Harrego Pottera – albo dlatego, że ma ochotę zostać prawdziwym encyklopedystą*, a taki powinien dysponować pewną wiedzą, umiejątnością korzystania z zasobów internetu, a przede wszystkim być zaangażowany i uparty. Po takich ludziach można się spodziewać, że nie pozwolą wikipedii po prostu toczyć się, gdzie wypadnie, ale zechcą kierować jej losem. Na ile poważne są to problemy dla zainteresowanych, można się przekonać tu
i na stronach dyskusji każdego z haseł (można je obejrzeć klikając na zakładkę “dyskusja” pod paskiem adresu – tak, mnie też to wcześniej nigdy nie interesowało, mój błąd); polecam też linki z postscriptum.

Temat wikipedii zainteresował mnie, bo parę razy w życiu zdarzyło mi się zostać przez nią “wciągniętym” – najsilniejszy atak wiki miałem dwa tygodnie temu, kiedy to przez kilka dni spędzałem dosłownie każdą wolną chwilę czytając ją (przeszedłem drogę od muzyki goa trance do najnowocześniejszych technik wojskowych, z połową XX wieku po drodze) – i do tej pory mam otwarte trzy hasła, których boję się tykać. Wiem też z relacji znajomych – często osób, które zwykle nie przejawiają zainteresowania Wiedzą (jak ja) – że również zdarzało im się oddać wolnej encyklopedii kawałek swojego życia.
Zastanawiałem się, na czym to polega – mam tylko jednego znajomego, który aktywnie współtworzy wikipedię, i drugiego, który zajmował się tym kiedyś. Na pewno nie jest więc to kwestia interaktywności, nie chce mi się też wierzyć że to tylko i wyłącznie magia hipertekstu. Wyjaśnienie, które mnie przekonało, znalazłem tu – nie mam znajomych, którzy mają u siebie na półce “zwykłą” encyklopedię, takich zaś, którzy posiadają kompendia na jakiś temat – owszem. Chciało by się prześledzić, jaki zakres haseł przegląda przeciętny użytkownik wiki, danych na ten temat niestety brak (czy raczej pewnie ja nie mam dostępu).

Ciekawa też jest wikipedia w kontekście internetowego anarchizmu, funkcjonuje wszakże na licencji GNU – liczę, że o tym szerzej nam opowie tow. Konopczyński w przyszłym tygodniu.

Encyklopedia tworzona przez wszystkich, dla wszystkich, o wszystkim, z grupą fachowców i zaangażowanych amatorów, zainteresowanych świadomym jej kształtowaniem – projekt-gigant. Zacząłem ją doceniać nie tyle za to, jak wiele informacji gromadzi, bo oczywistym mi się wydaje, że każda odpowiednio rozreklamowana baza danych znajdzie ludzi, którzy ją zaczną wypełniać – ale za to, jak została uporządkowana. Sam niejednokrotnie miałem ochotę zarejestrować się i poedytowac hasła, które z jakichś przyczyn mi się nie podobały, teraz się boję. Czytanie musi mi wystarczyć.

* Problem haseł o znikomej uzyteczności częściowo rozwiązują wikipedie tematyczne, np. lostpedia – wiki w całości poświęcona serialowi “Zagubieni”, czy na przykład wielkapedia, będąca przybudówką znanego portalu www.wielkarzeczpospolita.net.
Ponadto można wyodrębnić jeszcze jeden typ wikipedystów – a mianowicie wandali, którzy złośliwie obniżają poziom wiki. W większości przypadków jest to łatwe do wykrycia, trafiają się jednak wandale, którzy swój cenny czas i umiejętności poświęcają wiarygodnemu fałszerstwu.

P.S.: Parę ciekawych linków na temat
Wikipedia:Nasza odpowiedź na krytykę
Wikipedia:Okrągły Stół/Wikipedia jako sieciowa gra edukacyjna
Wikipedia:Efekt wiatraczka
Dyskusja o wiatraczku
Henryk Batuta
Czy jesteś wikipedioholikiem

P.P.S.: Podczas korekty wyłapałem parę śmiesznostek, n.p. “każda odpowiednio rozreklamowana baza danych znajdzie ludzi, którzy ją zaczną wypełniać”. Czekam na BuntMaszyn 1.0

Posted on 11 marca '08 by Franek Molga, under cyberaktywizm, linki, teoria, web 2.0. 3 Comments.

V jak Vendetta w Second Life

Tags:.

“Zywia y Bronia”
http://secondlla.googlepages.com/

Bo Rewolucja niejedno ma imie. Tu dosc dobra analiza na ciekawym portalu.
http://prawo.vagla.pl/node/7127

Powyżej mamy linki informujące o społecznym wrzeniu w Second Lifie.
Otóż użytkownicy- konsumenci poczuli w sobie rozwój postaw jak najbardziej obywatelskich i śladem Narodnej Woli, Weathermana i RAFu zaczęli siać terroryzm.
To wręcz nieziemsko interesujące zjawisko, budzące (jak podejrzewam, nie tylko u mnie) uśmiech niedowierzania.

Poza potwierdzeniem tego, że postawy z życia tzw. prawdziwego przenosimy na inne emanacje naszej aktywności (banał) zwróciłbym uwagę na inny aspekt sprawy. Otóż czasem ciężko wyznaczyć granicę między żartem (rozruchy) a powagą (dezyderaty konsumenckie i paraobywatelskie).
Podobnym fenomenem jest tzw. ‘pedofila’ w second life. Otóż serwisy donoszą, że w grze widuje się awatary przedstawiające dorosłych mężczyzn wraz z dziećmi w niedwuznacznych sytuacjach. Dochodzi także do ‘nielegalnych’ zbliżeń. Sprawą interesuje się policja:
http://beta.di.com.pl/news/16471,0,Pedofilia_w_Second_Life_kwitnie.html
.
Przydatne może okazać się porównanie z innym zjawiskiem, z dalekiego kręgu kulturowego. Mam na myśli internetowe niewolnictwo w Pekinie (i prawdopodobnie w wielu miastach Chin), gdy obrotny właściciel kafejki internetowej sprowadza z prowincji ludzi, których za niewielkie pieniądze zmusza do pracy. Polega ona na grze w WoW, NWN, czy Diablo III w celu zabijania potworów i znajdywania magicznych przedmiotów. Później wystawia się je na aukcjach internetowych, gdzie za jak najbardziej prawdziwe dziesiątki (czasem setki, rzadziej: tysiące) dolarów sprzedaje się je obywatelom państw Zachodu.
Porównanie ilustruje, jak bardzo postawy z ‘reala’ przekładają się na ‘VR” bo “wolność to stan duszy”.

Konkludując, wydaje mi się, że Rewolucja Proletariacka w Chinach oddala się coraz bardziej za horyzont, podczas gdy u nas libertyński przesyt swobód emanuje na kolejne hipostazy naszej kreacji:).

Posted on 21 lutego '08 by Filip Konopczynski, under cyberaktywizm, gry, linki, realne/wirtualne, teoria. 1 Comment.