Wysłany na badawczą wyprawę po rubieżach Sieci, przeżywszy szereg przygód, przezwyciężywszy liczne trudności, powracam w glorii i chwale ażeby zdać relację (wreszcie…) z mojego pobytu w „Second Life”. Nie trwóżcie się, jestem cały – nikt nie ucierpiał. Choć kroczyłem niebezpieczną ścieżką, choć raz po raz zbliżałem się do granicy, poza którą tylko otchłań szaleństwa, to uniknąłem – cyfrowym bóstwom niech dzięki będą – najgorszego. Teraz zaś mogę podzielić się z Wami moją opowieścią…
Początek, jak to bywa zazwyczaj, nie zwiastował przyszłych okropieństw – instalacja nowej (ach! te nowości…) przeglądarki „Second Life” zajęła zaledwie chwilę i nim się obejrzałem, świat stał przede mną otworem. Świat nie byle jaki – wypełniony zasadniczo WSZYSTKIM (świat futurystycznych wizji i sielankowych wzgórz Szkockiej prowincji, świat podwodnych miast i gotyckich zamków, świat wirtualnych przedmiotów, których cała mnogość i ludzi wyglądających tak, jak tylko sobie zamarzą), przepastny, wielki, po którym można zarazem poruszać się w mgnieniu oka.
Zanim powrócę do mej opowieści, parę słów wyjaśnienia. Czym bowiem jest „Second Life” tak naprawdę? Nie, nie jest grą, jak można naiwnie sądzić. To wirtualne środowisko, które współtworzą użytkownicy (przeglądarka SL zaopatruje nas w odpowiednie narzędzia do tworzenia obiektów – od przerabiania fizjonomii naszego awatara począwszy na budowaniu własnych wysp skończywszy) i w ramach którego istnieć mogą różne przestrzenie. Nie jest to gra, choć w samym świecie można oczywiście grać – bić się z innymi użytkownikami w turniejach, wcielać się w detektywów i rozwiązywać zagadki, grać w gry na automatach (typu jednoręki bandyta) itp.
Kontynuując jednak… Pierwsze kroki w „Second Life” stawiałem dość pewnie, krótkie wprowadzenie w mechanikę nie onieśmieliło mnie, zaskoczeń nie było. Tak się chodzi, tak siada, tak lata, tak posługuje się mapą etc. Prawdziwe wyzwania pojawiły się później. A dokładniej w momencie, gdy po trzech godzinach latania bez sensu po wyspach i wysepkach, po odwiedzeniu kilkudziesięciu lokacji i wciąż nie spotkawszy żywego ducha, postanowiłem sobie pomóc. Wpierw jednak trafiłem do dziwnego zamczyska w którym zobaczyłem wreszcie ludzi – czy raczej różne monstra (wampiry stanowiły najnormalniejszą grupę pośród tej menażerii) w które wcielili się użytkownicy – co wbrew pozorom, niezmiernie mnie uradowało. I tu pierwsze zaskoczenie. Wirtualne postacie stały sobie spokojnie i właściwie nieruchomo, w jednym miejscu. Urządziłem sobie pomiędzy wszystkimi idiotyczny slalom i po paru minutach oczekiwania na cokolwiek (na odrobinę życia…), błysnąłem inteligentnym pytaniem: „Hej. Co się tu właściwie dzieje?”. Niestety odpowiedź nigdy nie padła. Spędziłem tam ponad dwadzieścia minut ponawiając czasem pytanie, aż w końcu serwer postanowił skrócić moje męki i rozłączył mnie.
Gdy wróciłem po chwili, wyruszyłem szukać owej pomocy. Help Island było właśnie tym miejscem, w które skierowałem swe kroki (a raczej, w które się teleportowałem). Tam pytanie „O co w tym wszystkim chodzi?” było już zasadne – ale, bogowie, jakże nieostrożne. Wiadomości na ogólnym chacie zaczęły płynąć strumieniami: pytania, sugestie, podpowiedzi, adresy konkretnych lokacji, propozycje przystąpienia do grup… Ale najgorsze miało jeszcze nastąpić. „Jak ty człowieku wyglądasz?” – rzucił jeden z użytkowników widząc mojego domyślnego awatara. I rozpętało się piekło. Nagle wszyscy zaczęli wysyłać mi wiadomości, każdy miał listę sklepów dla początkujących, w których mogłem zaopatrzyć się w jakieś ciuchy za darmo, a ja tymczasem nie nadążałem z dołączaniem nowych adresów do mojej wirtualnej książki adresowej, przy tym zasypywano mnie notatkami, których przeczytanie wymagałoby kilku godzin. Nie miałem wyjścia, musiałem uciekać. Uciekłem…
A potem ruszyłem do sklepów. Postanowiłem sprawdzić pierwszy z brzegu, Freebie Galaxy.
Sklep, wyglądający trochę jak stacja kosmiczna, cały po brzegi wypełniony był rzeczami. Wirtualnymi rzeczami, które można było w większości dostać za darmo (tylko niektóre wymagały posiadania pieniędzy – Linden dolarów, które należy kupić za prawdziwe dolary…). A skoro rozdają za darmo, to wiadomo, trzeba brać.
Trzy godziny później zrozumiałem istotę „Second Life’a”. Naprawdę.
Potem zaś poczytałem kilka notek od przyjaznych – choć niebezpiecznych – bywalców Help Island i postanowiłem skoczyć w moich nowych ciuchach do klubu. W pierwszych kilku nie było mi dane się wylansować – chyba, że przed ponurą obsługą – ponieważ świeciły pustkami. Ale potem trafiłem do niezwykle romantycznego miejsca, idealnego aby znaleźć sobie miłość drugiego życia… Oto i ono.

Elegancja, klasa, miła muzyka i obsługa - idealne miejsce by potańczyć i zabawić damę konwersacją. Nawet jeśli dama jest facetem...
Chwilę popodpierałem ściany, powłóczyłem się w tę i nazad, dosiadłem się do jakiejś eleganckiej damy, ona jednak zwiała nim zorientowałem się jak chatować na privie, a potem pojawiła się ona… Od pierwszego wejrzenia wiedziałem, że jest inna niż wszystkie – wyglądała niemal jak jeden z domyślnych kobiecych awatarów, a wierzcie mi, takich nie spotyka się prawie wcale. Gdy do niej zagadałem, spostrzegłem z radością, że pisze na chacie prawie tak wolno i nieudolnie jak ja… Nie potrafiła korzystać z gestów, poruszała się niepewnie, pomyliła z kelnerką przypadkową postać, która przechodziła obok… Moja miła, stara holenderka. Spędziłem ponad godzinę na rozmowie z tą niewiastą i pojąłem istotę „Second Life’a” do końca.
Tak, moi drodzy… Poza dużą ilością pornografii i hazardu (odsyłam do opinii niejakiego Chrisa Pirillo na youtubie – podałem w linkach), w „Second Life” chodzi właśnie o to. Żeby posiadać mnóstwo rzeczy i żeby chatować z ludźmi na privie.
Amen.
Brzmi świetnie, co? Ja bawiłem się znakomicie (dla odstresowania musiałem potem zamordować kilka tuzinów niewinnych ludzi w „Postalu 2″ – grze pełnej cudownie bezsensownej przemocy).
Linki:
http://www.slindex.com/ – niezła strona dla początkujących, sporo informacji o SL i ponadto wykaz najlepszych klubów (jej…)
http://www.youtube.com/watch?v=icbXWFK33A4&feature=related – tak wygląda pierwsza lokacja, którą zobaczymy w SL
http://www.youtube.com/watch?v=vj0J1S4MZPI – Chris Pirillo „What happened to Second Life?”
http://www.youtube.com/watch?v=RSTb4PL8C-o&feature=related – odpowiedź jednego z użytkowników SL skierowana do Chrisa Pirillo
http://www.youtube.com/watch?v=Yk5wrZ98Ll8&feature=channel – Chris Pirillo „Second Life tour”
http://secondlife.com/ – strona główna Second Life
http://www.youtube.com/watch?v=pU5M-vlm0PA – Postal 2 i kilka powodów dla których ta gra pozostaje nieśmiertelna… (i niech mi ktoś powie, że Simsy są lepsze)
PS. SL rzeczywiście laguje (spowalnia – mówiąc po ludzku) potwornie. Miałem ochotę wydłubać sobie oczy. Poza tym obiekty ładują się godzinami…













