Barwy sieci

Kolor – obok pozycji obrazów w tworzeniu danej strony, zastosowanego w niej podziału na poszczególne moduły oraz stosowanych czcionek, stanowi jeden z ważniejszych elementów ewolucji stron internetowych. Pierwsze strony www dziś – z perspektywy powszechnej dostępności edytorów WYSIWYG (What You See Is What You Get) – rażą dość sporą topornością. Jednym z połączeń estetycznych, które w naszych głowach często uważane jest za wyjątkowo fatalne, jest białe tło z ciągłym tekstem napisanym w Times New Roman. Poziom rozwoju skomplikowania kodu tworzonych stron w dużej mierze dostosowany był do ograniczeń technologicznych, takich jak niska przepustowość łącza modemowego czy mniejsze rozdzielczości monitorów. Inne niż biały kolory to zmniejszały, to zwiększały swój udział w powierzchni strony, nierzadko wpływając na zupełną zmianę jej odbioru, niezależnie od ewolucji prezentowanych na nich treści.

By pokazać ewolucję i zróżnicowany stopień zmian, jakie zaszły na poszczególnych stronach, wpisałem w pasek adresu mojej przeglądarki internetowej http://www.archive.org/index.php – to strona, przechowująca zarchiwizowane strony internetowe z całego świata, umożliwiająca między innymi prowadzenie badać nad wizerunkami używanych przez nas dziś stron internetowych. Zdecydowałem się na sprawdzenie zmian, jakie na kilku z nich zaszły w latach 2000-2011, porównując ich aktualne wcielenia z ich dawnymi wersjami.

Na wstępie należy zaznaczyć, że choć w poszczególnych latach istniały pewne dominujące tendencje w sieciowym dizajnie (jak na przykład widoczna na wielu stronach tendencja do stosowania w miejscu różnorodnych kolorów odcieni szarości), to jednak nie oznacza to, że nie powstają w tym samym czasie mniej lub bardziej popularnych stron idących im pod prąd. Dobrą ilustracją wspomnianej przeze mnie tendencji będzie strona WirtualneMedia.pl, prezentująca informacje dotyczące rynku medialnego w Polsce i na świecie. Porównajmy wersje z lat 2003, 2005 i 2011.

Wirtualne Media 2003

Wirtualne Media 2005

Wirtualne Media 2011

Różnica widoczna jest na pierwszy rzut oka – w roku 2003 autorzy strony nie widzieli niczego złego w tym, że ma ona dość szeroką paletę barw – sporo osób korzystało wówczas jeszcze z modemów, więc mogło nie przepadać za dużą ilością długo ładujących się zdjęć. Jednocześnie – ze względu na wysokie koszty połączenia – czas spędzany w sieci był znacznie krótszy niż dziś, więc feeria barw nie była wówczas tak męcząca. W 2 lata później przejrzystości i szarości było już więcej, nadal jednak za słuszne uznawano chociażby wyszczególnienie różnymi kolorami na górnej belce poszczególnych działów strony. Dziś zakres używanych w silniku strony barw i odcieni można by zliczyć na palcach jednej ręki – zwiększa się za to ilość zdjęć na stronie głównej, które mają ogniskować wzrok i stanowić dodatkowy materiał informacyjny.

Onet 2001

Onet 2005

Onet 2011

Im dana strona i firma/organizacja ją firmująca większa, tym bardziej dba o to, by zmiany w jej zakresie były raczej ewolucyjne niż rewolucyjne. W ciągu 10 lat nadal widzimy obecność pewnych funkcjonalności na stronie głównej Onetu. Zwiększanie szerokości strony z początku oznacza powiększenie się ilości kolorów strony, po czym trend „wybielania” dociera także do polskiego portalu. Charakterystyczny staje się fakt ograniczania palety barw jako elementu budowania marki – w Onecie widoczne jest to poprzez fakt, że belki i tekst mają być błękitne (ewentualnie szare na nowym, lewym pasku bocznym), a żółte tło zachowują już nieliczne elementy, takie jak usługi na górnej belce, które muszą się wyróżnić na niebieskim tle, czy też tło tytułów na głównej fotografii. Co nie pasuje do takiego modelu, na przykład żółte tło wyszukiwania z roku 2001, widoczne jeszcze 4 lata później, ostatecznie ulega presji na uspójnienie kolorytu strony. Kolor wyraźnie służyć tu ma oddzieleniu funkcjonalności i skupieniu na nich uwagi. Inne barwy lewego paska bocznego mają pokazać, że jest on nową (gotową na personalizację) jakością, stonowanie całości strony sprawia zaś, że pierwszym, co przykuć ma nasz wzrok, są fotografie promujące „tematy dnia”.

Gazeta 2003

Gazeta 2005

Gazeta 2011

Nieco inaczej sprawa ma się ze stroną główną serwisu Gazeta.pl – o ile bowiem Onet nie miał za sobą bagażu tradycyjnego medium, o tyle portal Agory – owszem. Zmiany na stronie poszły w kierunku ograniczenia z początku dość mocno obecnego czerwonego koloru, dbając jednocześnie o jego pozostawienie jako elementu dekoracyjnego w ramach swego rodzaju „ciągłości korporacyjnej tożsamości”. Czerwień – jako że w powszechnym odczuciu kojarzy się z emocjami, co w przestrzeni medialnej wiąże się z jej wykorzystywaniem raczej przez tabloidy niż gazety opinii – zmieniła swoją rolę z koloru dominującego do jedynie uzupełniającego wobec aktualnie dużo bardziej widocznego granatu. Widać tu pewne tendencje do ujednolicania i wybierania już przetestowanych praktyk kolorystycznych (zmniejszanie palety barw i jej stonowanie), dawniej dominującą czerwień traktuje się zaś – tak jak „onetową” żółć – jako detal, mający odróżniać od innych portali. Warto zauważyć, że nawet jej odcień uległ zmianie tak, by nie rozpraszał uwagi osób czytających stronę, a kiedy już to robi – na przykład przy prezentowaniu ważnych wydarzeń „z ostatniej chwili”, kiedy zastępuje granat przy fotografiach – czyni to analogiczne do żółci, pomarańczu czy czerwieni pasków w kanałach informacyjnych.

Gruene 2000

Gruene 2005

Gruene 2011

Jak już pisałem, nie jest rzecz jasna tak, że wszystkie strony poddają się „terrorowi bieli i szarości” – w dużej mierze zależy to od tematyki danej strony, ale też technologii jej wykonania. Te które w przeważającej mierze wykorzystują Flasha mogą mieć zupełnie inny dominujący kolor (na przykład czarny albo ciemnoniebieski, ale nie tylko – strona TVN 7 tonie w odcieniach fioletu, zupełnie innych, niż ten sam kolor wykorzystany prze Chilli Zet), również tematyka strony często wpływa na wykorzystanie takich czy innych barw. Witryny poświęcone grom komputerowym – dla przykładu – bieli raczej unikają, zmierzając w kierunku bardziej „młodzieżowych” czy też po prostu dynamicznych kolorów, takich jak połączenie ciemniejszych odcieni szarego z pomarańczowym i czarnym (vide gamespot.com).

Jeszcze inaczej sprawa ma się z partiami politycznymi. Tu z kolorów kojarzonych z reprezentowanymi ideami korzysta się nad wyraz chętnie. Kiedy spojrzymy na stronę niemieckich Zielonych, to niezależnie od okresu dziejowego nie sposób nie natknąć się na ten kolor. Zmienia się za to jego zastosowanie – szczególnie ostatnio, gdy wraz z przyspieszeniem połączeń technologicznych, ale też nowymi technikami prezentacji treści na stronie (np. ruchomym „migaczem”) z koloru można korzystać zupełnie inaczej niż 10 lat temu. Wtedy wystarczył nieduży wpis w kodzie strony, by zmienić barwę czcionki bez znaczącego wydłużania okresu wczytywania się treści. Dziś czcionka może już być czarna bądź biała – atrakcyjną tapetą wypełniającą tło można wypełnić przestrzeń, która gdzie indziej pozostaje biała. W ten sposób nie ma się wątpliwości, czyją stronę właśnie się odwiedza. Jednocześnie – jeśli jakaś sprawa jest „paląca”, to zamiast zmieniać kolor na czerwony, jak na stronie Gazeta.pl, można zmodyfikować odcień tła i zamiast słonecznika umieścić nań dajmy na to przekreślone elektrownie atomowe. Przestrzeń kolorowa nie musi zatem być „dającym po oczach” obszarem wypełniającym stronę, ale też komunikować pewne treści. Jak na razie tego typu zastosowanie koloru nie jest jeszcze rozpowszechnione, chociaż kto wie, czy nie jest kwestią czasu.

ZW Pierwsze

ZW 2010

ZW 2011

AVPS

O tym, w jaki sposób technologia wpływa na kolory Internetu, może najlepiej świadczyć Blogger. Osoby tworzące bloga na tym silniku od lat znajdują się w ciągłym dialogu między dominującymi w sieci stylami a proponowanymi przez serwis szablonami. W ich obrębie możliwość dostosowania koloru czcionek czy tła jest całkiem spora, co daje możliwość (albo przynajmniej iluzję) niemal pełnego potencjalnego spersonalizowania tworzonej przez siebie strony. Niedawna zmiana w projektancie szablonów, przynosząca zupełnie nowe wzory kompozycyjne, wpłynęła na dość istotną zmianę w tworzonych w serwisie blogach, co widać m.in. w serwisie piszącego niniejsze słowa. Z początku powstał on na kolorowym szablonie, następnie na kilka chwil wykorzystał „modę na minimalizm”, po czym wrócił do aktywnego zapełniania pustej przestrzeni, nie zajętej przez tytuł, linki czy posty, przez zieleń.

Nie bez znaczenia dla transformacji estetycznej blogów były same szymele, zaproponowane przez Bloggera, aktywnie zachęcające do rezygnacji z białego tła. Jedną z nowych możliwości staje się wykorzystanie fotografii – zarówno własnej, jak i z bogatego zestawy serwisu Google. Ich wykorzystanie (widoczne na przykładzie bloga A Very Public Sociologist) znacząco, wręcz rewolucyjnie zwiększa paletę barw na blogach. Jednocześnie technologia ta na słabszych komputerach wpływa na wydłużenie wczytywania się strony bądź wolniejszą nawigację po niej – wygląda na to, że obecność koloru, niegdyś używanego jako element mający zakryć technologiczne słabości ówczesnych stron www, dziś wraca jako przykład ich rozwoju, a wspomniany w tekście Flash czy Blogger dają szansę na renesans „kolorowego Internetu”.

Powieść twitterowa

Wykorzystywanie możliwości twittera szybko przekroczyły prostą komunikację. Poza reklamą, komunikacją i przepływem informacji, powstało również zjawisko zwane powieścią twitterową.

Powieść twitterową można podzielić na dwie kategorie:

  1. „Short stories” czyli mikroproza – teksty mieszczące się w 140 znakach. Do najbardziej popularnych należą #sixwordstory. Na przykład:Powstają też zwykłe „short stories”, o długości do 140 znaków, wszystkie niezależne od siebie, jak na twitterze @VeryShortStory.
  2. „Twitter novels” –  dłuższe powieści twitterowe, tworzone przez ciąg wpisów.  Autorem może być jedna osoba, np. @TheTwiterNovel – tekst jest nawet podzielony na rozdziały. Powstają też  powieści pisane wspólnie przez wielu użytkowników twittera. Na @mysticquest czytelnicy dodają kolejne postacie, a na podstawie ankiet wybierają dalszy kierunek fabuły.  Innym przykładem twitterowej książki jest projekt BBC Audiobooks: Pisarz Neil Gaiman rozpoczął wpisem „Sam was brushing her hair when the girl in the mirror put down the hairbrush, smiled & said, <<We don’t love you anymore.>>” . Następnie czytelnicy sami wysyłali swoje pomysły na rozwinięcie historii. Wyselekcjonowany tekst BBC wydało w formie audiobooka, który za darmo do przesłuchania i ściągnięcia dostępny jest tutaj.

Pierwsza próba utworzenia powieści twitterowej była dość nieudana, jej krótkie losy można prześledzić na stronie @Powiesc.

Źródła:

Novelist writes Book via Twitter

http://astoriedcareer.com/2009/04/telling-stories-with-twitter.html

http://piotrweresniak.com/2009/08/24/mikroproza-do-czego-jeszcze-moze-sluzyc-twitter/

http://futureperfectpublishing.com/2009/11/15/murder-she-twote-here-come-the-twitter-novels/

moblogging, czyli jedna z odsłon romansu komórki i internetu.

        Pierwszy Polski serwis moblogowy (założony w 2005 roku i sponsorowany przez Nokię) w chwili obecnej prawie 6 tyś moblogów. Można tu nie tylko publikować zdjęcia, dodawać do nich opisy, czy komentarze. W profilu, obok części ‘właściwej’ pojawi się lista moblogowych znajomych (swoją drogą, uwielbiam te napisy typu ‘bu, nie masz żadnych znajomych :( ), ulubione moblogi innych użytkowników, archiwum naszych wpisów, najnowsze wpisy w serwisie, najnowsze komentarze, galeria (jakby było nam jeszcze mało zdjęć!) a jeśli tylko chcemy, po wpisaniu konkretnych tagów pojawi się też okno last.fm, które połączy nas z radiem przypisanym do danego taga. Co więcej (gdyby nadal było nam mało zdjęć) po udostępnieniu swojego loginu z grono.net w naszym moblogowym profilu wyświetlą się także nasze gronowe galerie. Podobny zabieg możemy zastosować, jeśli chodzi o youtube oraz picassę.

Skoro już skończyliśmy edytować nasz (już pełen zdjęć) profil, możemy zacząć moblogować. Jak? Sposobów jest kilka. Ten najważniejszy (który stanowi, o ile się nie mylę, główna różnicę między moblogiem a zwykłym blogiem, przynajmniej od strony, powiedzmy ‘technicznej’) polega na tym, iż kolejne wpisy możemy dodawać wysyłając je mms-em prosto z naszego telefonu. Wystarczy po prostu wysłać wiadomość multimedialną pod konkretny adres, który ustalamy przy rejestracji, a jego schemat wygląda tak: login@nazwa_naszego_mobloga.moblog.pl. I tyle. Oczywiście nadal możemy dodawać wpisy tekstowe, czy zdjęcia, w sposób tradycyjny, czyli używając do tego celu jedynie komputera;)

Zjawisko to zostało zapoczątkowane (a jakże!) w Japonii, w 2001 roku. Trudno jest mi jednak oprzeć się wrażeniu, że moblogging to nie jakaś wybitna nowość, a jedynie pewne ‘usprawnienie’ zwykłych blogów. I jak w każdym przypadku, gdy poznaję coś nowego, co,  przynajmniej z pozoru zdaje mi się być raczej bezsensowne, próbowałam w tym znaleźć coś ciekawego. Co znalazłam w tym przypadku? Szybkość przekazywania informacji. Telefon z wbudowanym aparatem to w tej chwili zjawisko całkowicie powszechne, zawsze znajdzie się więc ktoś, kto nie tylko taki posiada, ale i w odpowiednim momencie go wykorzysta. Dzięki usprawnieniu, jakim jest możliwość edytowania swojego bloga za pomocą komórki, każde wydarzenie może zostać uwiecznione, a następnie opublikowane w sieci w ciągu minuty. Jeśli dotyczy to jedynie prywatnych spraw jednego z użytkowników, nie jest rzeczą zbyt interesującą, jednak jeśli weźmiemy pod uwagę inne wydarzenia, sytuacja wygląda już zupełnie inaczej. Szybko zauważono, iż moblogerzy mogą stać się konkurencją dla tradycyjnych mediów. Zanim dziennikarze dotrą na miejsce jakiegoś zdarzenia można być pewnym, że ktoś już opublikował informacje o nim na swoim moblogu. Pytanie nasuwa się samo, czy dziennikarstwo online wyprze to tradycyjne?

gdzie?

http://moblog.co.uk/

http://www.moblog.pl/

http://www.moblogging.us/moblogs/

Kanapowe podróże i internet w plecaku

Travel blogi to „po prostu” blogi pisane w podróży. Cudzysłów jest tu moim zdaniem głęboko uzasadniony. Oprócz tego, że jest to jeden z wielu typów (i celów) blogowania, jest to także część zjawiska, którego nazwa nie zaskakuje – Travel 2.0. Travel 1.0 wykorzystywało internet w Celu 1.0 – były to strony pozwalające na szybkie znalezienie informacji o hotelu, locie, czy obiektywnych atrakcjach turystycznych bez zaproszenia podróżnika do interakcji. Mianem Travel 2.0 określa się strony, które są już pełnowymiarową świątynią wirtualizacji podróży. Na takiej stronie można m.in.:

- zaznaczyć na mapie wszystkie miejsca w jakich się było, zliczyć je i przedstawić w statystykach
- zaznaczyć na mapie aktualną trasę podróży wraz z miejscem obecnego pobytu
- zostawić informacje o każdym odwiedzonym miejscu i przeczytać komentarze innych użytkowników o każdym miejscu, patrz np. venividiwiki.eu
- porozumiewać się z innymi podróżnikami, którzy są w pobliżu
- oczywiście umieszczać wpisy tekstowe, fotograficzne i audiowizualne o swojej podróży, czyli właśnie travelblogować.

Możliwości jest oczywiście znacznie więcej, te wydają mi się najważniejsze. Ostatnią nowinką techniczną jest połączenie moblogów z travel blogami, czego efektem są notatki z podróży redagowane przez komórki, a publikowane w travel blogu. Jedną z pierwszych stron dających takie możliwości jest travnotes.com .

W blogowaniu podróżniczym szczególnie istotne wydaje mi się przekroczenie bariery czasu i przestrzeni, ponieważ istotą podróży jest właśnie ciągle zmiana miejsca – internet jest tu więc stałym punktem odniesienia, bieżącym zapisem pokonywanej drogi. Ma to, moim zdaniem, duże znaczenie psychologiczne i to, pomijając kompulsywny pęd ku posiadaniu własnej podróży, całkiem pozytywne. Stały kontakt jaki tworzy travel blog między piszącym, a stałymi czytelnikami komentującymi jego podróż, podróżnikowi daje duże poczucie bezpieczeństwa, zaś odbiorcy bloga – wrażenie współuczestnictwa w podróży. Travel blogi mają swoich bohaterów, których sława często przekroczyła ramy internetu. Takimi bohaterami w Polsce są chyba Kinga i Chopin, których podróże wielu śledziło aż do tragicznego końca – śmierci Kingi w Afryce (blog-memoriał Kingi: http://naszestrony.nazwa.pl/kingafreespirit/kingapl/). Takie blogi tworzą zresztą samodzielną całość i po zamknięciu często są nadal czytane.

Travel blogi to zjawisko masowe, są dziesiątki serwisów, a na nich tysiące wpisów. Jak we wszystkich tego typu instytucjach, podróże i ich opisy są oceniane, a ich twórcy, chcąc nie chcąc, współzawodniczą ze sobą. Poza lokalnymi rankingami, konkurs na najlepszego travel bloga organizuje upgradetravelbetter.com .

Przyszłość travel blogów jest niepewna, ale jej nazwę już znamy – Travel 3.0. Przeczytałem o dwóch możliwych rozumieniach tego pojęcia – bycie w stałym połączeniu z globalną siecią podczas podróży lub podróżowanie WEWNĄTRZ globalnej sieci, czyli wirtualnie, nie ruszając się z domu. Co wolicie – internet jako nasz umysł czy nasz świat?

- przykładowe portale travel 2.0
http://www.travelpod.com/
http://www.travelblog.org/
http://www.mylifeoftravel.com
http://blog.travellerspoint.com
http://mytravelblog.pl

http://travnotes.com – moblog + travel blog
http://venividiwiki.eu/ – to i niżej – interaktywne mapy
http://simpatigo.com
http://www.hospitalityclub.org/ – wszystkim znane, też travel 2.0
http://www.couchsurfing.com/ – j.w.

- inne ciekawe strony
http://www.upgradetravelbetter.com – coroczny konkurs na najlepszego travel bloga
http://web20travel.blogspot.com – blog o travel 2.0 – ogromna garść linków
http://naszestrony.nazwa.pl/kingafreespirit/kingapl – blog Kingi

Fotoblogowanie, czyli milion zachodów słońca komentarzami opatrzonymi

Fotoblog to graficzne wcielenie bloga, powstałe na bazie dwóch procesów – zwiększenia szybkości transferu danych i pojemności dysków oraz upowszechnienia się fotografii cyfrowej. W wyniku tych zmian zdjęcia dobrej jakości może robić każdy, wszędzie i (prawie) wszystkim, a potem zamieszczać je bez ograniczeń na nieskończonej sieciowej przestrzeni. I jak to zwykle bywa, ma to swoje wady i zalety.

W mojej „antropologicznej podróży” natknąłem się na trzy typy fotoblogów, typy o dosyć nieostrych granicach oczywiście. Po pierwsze, fotoblogi, nazwijmy je, klasyczne, mające formę graficznego pamiętnika. Kolejne dni przynoszą nowe „fotki” tego, co się akurat pod obiektyw napatoczyło, a to jakaś fajna „jazda”, a to zachód słońca czy… kolejny zachód słońca. Czasem zdjęciom towarzyszą mniej lub bardziej rozwinięte komentarze, a także komentarze inny fotoblogerów. Właściwie nie wiem, czy można powiedzieć, że fotografia jest dominującym medium fotobloga. Zdjęcie jest zwykle głównym elementem, inicjującym wpis, ale wokół niego często narasta znacznie je przerastający materiał tekstowy – tytuł, opis, komentarze i sam interfejs oczywiście. „Klasycznie” pojmowany fotoblog, tak jak blog tekstowy, rejestruje przede wszystkim stany emocjonalne nadawcy, codzienne wydarzenia życia osobistego, czasem bardziej refleksyjnie ujmowaną rzeczywistość, służy oczywiście również autoprezentacji (często autorzy sami stają przed obiektywem). Masowość zjawiska nie służy oczywiście jakości, ale ponieważ kryterium estetyczne nie dominuje nie tylko w nadaniu, ale i odbiorze, myślę, że święte oburzenie można sobie darować, a fotoblogi potraktować jako ciekawy, fotograficzny zapis… wszystkiego.

Jako oddzielną kategorię, wyróżniłbym fotoblogi artystyczne, które nie mają w założeniu sprawozdawać naszego życia osobistego, ale ujmować rzeczywistość „w ogóle”, w subiektywnej, niecodziennej formie. Jest to internetowa adaptacja profesjonalnej fotografii artystycznej i często właśnie profesjonaliści pokazują swoje prace na takich fotoblogach, ale oczywiście nie tylko. Tu zdjęcia mają zwykle skromniejszy i bardziej filozoficzny komentarz, a wszystko sprawia często wrażenie wcześniejszego przygotowania, a nawet przemyślenia, co w sieci zawsze cieszy i zaskakuje.

Wreszcie ciekawym i bardzo popularnym zjawiskiem jest po prostu zgrywanie całej zawartości aparatu do internetowej galerii, czasem z niewielkim komentarzem do całej serii. Typowym serwisem do takich praktyk jest Flickr. Jest to zupełnie nieuporządkowany zapis aktywności fotograficznej szczęśliwego posiadacza aparatu, przez co jest najtrudniejszy w odbiorze, ale i najmniej wykreowany. Zamieszczanie 10 zdjęć jednego ujęcia chyba słusznie sugeruje, że celem nadawców nie jest kontrolowana komunikacja z kimkolwiek, a wirtualizacja swoich wspomnień bez żadnej selekcji. Dysk twardy został właściwie zastąpiony przez internet. Ogólnie uważam, że to niebezpieczne, dla antropologów – bezcenne ;-)

Fotoblogi funkcjonują jako indywidualne strony, w ramach ogólnych blogerni jak Blogger.com, fotoblogerni jak Fotolog.com, a także innych portali społecznościowych jak Myspace czy YouTube – za fotoblogi uznałbym pokazy slajdów w formie video, które ludzie często zamieszczają dosyć regularnie. Wszystkie te serwisy tworzą z fotoblogów nową strukturę, w której możemy selekcjonować twórców na wiele sposób, oceniać ich, a także oglądać zdjęcia ułożone tematycznie, zwykle wg tagów – co de facto tworzy nowego fotobloga np. o plażach w Kalifornii w percepcji 13,082 osób (na godz. 22:21, 19.04.08) ;)
Poniżej umieszczam parę stron, na których można rozszerzyć swoją wiedzę albo dać się wciągnąć fotoblogom, na co ja sobie w imię wyższych celów pozwoliłem.

http://en.wikipedia.org/wiki/Photoblog
http://www.photoblog.pl/
http://www.fotolog.pl/
http://www.flickr.com/
http://photobucket.com
http://www.fotolog.com/
http://www.photoblog.com
http://www.photoblogs.org/

O akronimach, których lepiej nie rozwijać, czyli Bardzo Lubię Informować Przyjaciół

Blipa „obczaiłem” od razu po powrocie do domu z zajęć. Założyłem sobie konto, od razu zablipowałem, przejrzałem opcje i dochodzę do wniosku, że za bardzo nie ma nad czym się rozpisywać. Konto zakłada się w minutę i poza mailem nie trzeba podawać żadnych informacji, więc jest bezpiecznie. Blipować można na trzy sposoby: tradycyjnie – przez stronę, wysyłając wiadomość na Gadu-Gadu pod numer 202, wreszcie – przez SMS lub MMS pod specjalny numer telefonu. Wszystkie nasze blipy niezależnie od sposobu ich publikacji są ładnie zbierane w bliplog. Czy są jakieś ograniczenia długości blipa – nie wiem, ja w każdym razie trzymając palec na jednym klawiszu przez dłuższą chwilę, do owych granic nie dotarłem, więc rozpisywać się można, acz blip to z założenia raczej zwięzła forma literacka. Co jeszcze możemy zrobić z blipami? Możemy wzbogacić je o linki i zdjęcia. Możemy także niektóre ze słów oznaczyć jako tagi, które po kliknięciu prowadzą do innych blipów, które także je zawierają (tagi można co więcej zasubskrybować). W obrębie serwisu można ponadto wysyłać wiadomość do innych bliperów, no i, co o wiele ważniejsze, śledzić na bieżąco wpisy swoich znajomych (jeśli któryś z naszych znajomych z gg albo jabbera także blipuje, serwis nie omieszka nas o tym powiadomić, pod warunkiem, że zdradzimy swój numer => blip ma więc jakieś konszachty z gg, skoro ma dostęp do zapisanych na serwerach list kontaktów). I to w zasadzie wszystko, jeśli chodzi o sposób używania. Jeśli zaś chodzi o poetykę blipów – zachęcam do samodzielnego odkrywania. :)
W tym miejscu miał się znajdować nasz zajęciowy bliper, ale albo faktycznie nie da się wstawiać takich atrakcji, albo po prostu nie mam uprawnień do ich publikowania. Tak czy inaczej czekam na interwencję/rozstrzygnięcie Prowadzącej. Póki co, zamiast wklejki, mogę po prostu do niego odesłać. Dane potrzebne do dostępu powinny już wkrótce pojawić się w tajnej notce. Continue reading