Pornopolityka

No dobra, przyznam się z bólem, że czegoś nie umiem. Nie umiem robić przypisów w sieci, takich ładnych co to jest sobie liczba w nawiasie kwadratowym [8], klika się w nią i przenosi nas to do przypisu, a potem klika się „wstecz” i jest się z powrotem tam, gdzie się czytało.

A ponieważ nie umiem, to poszłam na łatwiznę i zamiast przeklejać tu swój obiecany tekst, który przypisy, jako żywo, posiada (mało bo mało, ale są), wklejam Wam go w pdfie: pornopolityka.
Oprócz tego bonus w postaci materiału ikonograficznego: prezentacja w powerpoincie. Problemy pod tytułem „This file is too big. Your php.ini upload_max_filesize is 7M” dzięki interwencji siły dydaktycznie wyższej okazały się tymczasowe [światem, jak widać, nie rządzą masoni, tylko admini ;].

Poniżej – adresy do stron bohaterek artykułu. Stanowczo dla osób powyżej 18 roku życia.
Partia Przyjemności
Pierwsza gwiazda porno w parlamencie
Jej czeska koleżanka po fachu również próbująca sił w polityce
Belgijska kampania wyborcza
Amerykańska seksperformerka [na jej stronach można kupić jej "titprints", nie żartuję] i jeden z jej projektów

Blok, pierwsza polska powieść hipertekstowa

Obawiam się, że niedługo przyjdzie mi zostać pełnoetatowym popsujzabawą, bowiem ostatnio nic jak tylko marudzę i marudzę. Tym razem będzie nieinaczej, za co z góry przepraszam. Choćbym się jednak nie wiem jak wysilała, nie jestem w stanie okrzyknąć „Bloku” wielką literaturą.

Czym jest „Blok”? Powieścią. Jaką?
a) ustrukturyzowaną nieliniowo?
b) ustrukturyzowaną liniowo?
c) nieustrukturyzowaną?
W rzeczywistości najbliższa prawdzie jest odpowiedź d), która brzmi „wszystkie powyższe”. Dlaczego? Otóż z jednej strony mamy tu do czynienia z multilinearnym hipertekstem, który może nas prowadzić w wiele stron jednocześnie [nieliniowość]. Z drugiej strony przeważającą strukturą jest sruktura bloku, wzmacniana przez „spis lokatorów” umieszczony w miejsce zwyczajowego spisu treści, oraz przez strzałki u dołu strony, niejako zapraszające do lineranej lektury. Wychowany na tradycyjnych tekstach czytelnik nie oprze się takim zaproszeniom, przez co lektura „Bloku” stanie się dla niego (nudnym i żmudnym) zapoznawaniem się z pewnym społecznym obrazkiem, nie zaś (ciekawą z założenia) zabawą formalną. Wreszcie zaś ktoś, kto zechce przeklikiwać się przez każdy najbliższy napotkany odnośnik, dojdzie do wniosku, że „Blok” jest nieustrukturyzowanem i chaotycznym (a przez to niemiłym w lekturze) zlepkiem luźno mających się do siebie fragmentów. Na tym bowiem polega problem z hipertekstami, że nie wiadomo, jak małe mają być tworzące je leksje. Jeśli są zbyt duże – mamy do czynienia z lekturą właściwie linearną, tyle że jej linearność może być realizowana na różne sposoby (tak jak w wypadku paragrafówek). Jeśli są zbyt małe, tekst, o ile nie czytać go liniowo w porządku sugerowanym przez np. strzałki, staje się niezrozumiałym bełkotem. Tak też jest niestety w wypadku „Bloku” – ciągłe klikanie w pierwszy napotkany w danym fragmencie link sprawia, że lektura nie ma specjalnie sensu, zaś by miała sens, należy ciągle klikać po prostu „dalej”, czytając tekst liniowo (wg bohaterów, bo już niekoniecznie wg pięter). A jeśli tak, to po co to marketingowe trąbienie „oto powieść hipertekstowa”? „Blok” czytany jako hipertekst nie jest powieścią (bo po drodze ginie fabuła), zaś czytany jako powieść nie jest moim zdaniem hipertekstem (bo gwarancję fabularności daje nam poruszanie się za strzałkami; jedyny wybór, który od nas zależy, to wybór lokatora i piętra).
Słowem – z dużej chmury mały deszcz…

Generator poezji, blogaski i inne atrakcje

Z cyklu „polecane w kontekście ostatnich zajęć”:

Generator poezji
Generator piosenek disco polo – dość prosty, działający podobnie jak generator poezji powyżej
Medżik disco polo mejker – opis programu (który można też ściągnąć, żeby w spokoju pobawić się nim w domu) kreującego discopolową TFUrczość, zainspirowany powyższym generatorem, jednak znajdzie bardziej zaawansowany (można wybrać, jaki nurt disco polo zamierzamy praktykować itp.)
Słowo o blogaskach – stwierdziłam, że zamiast strzępić klawiaturę po próżnicy, robiąc coś, co już zostało zrobione, podzielę się linkiem do dość dobrze oddającego stan rzeczy opisu (polecam zwłaszcza cytaty), precyzując tylko ogólnie, co postrzegane jest jako charakterystyczne cechy blogasków:
- pisanie t@koM f@LoM, różnymi kolorkami bądź też z liberalnym podejściem do ortografii
- częste nadużywanie wielokropków………. oraz wykrzykników!!!!!!!!!!!!!!!!!!!1 (cyferka 1 na końcu jest przy tym obowiązkowa)
- dominacja koloru różowego, a ostatnio, w dobie popularności emo, także czarnego (przy czym czarny i różowy raczej nie występują jednocześnie)
- stada gifów (koniecznie ruchomych), ewentualnie, w wersji emo, smutnych zdjęć z motywem krwi i jeszcze smutniejszych wierszy przypominających te z generatora poezji
- dramatyczna walka o komcie bądź komęty (częstokroć mozna spotkać anonse typu „za 1 komęt u mnie dostaniesz 2 u siebie!!!!!1″ lub „nagroda w kąkursie 100komciuff!!!!!!1, a już prośby „skomętuj mjego blogaska” są na porządku dziennym)
- nieznajomość netykiety oraz chociażby podstawowych (często także technicznych – stąd większośc polskich blogasków znajduje się na onecie, gdzie samemu nie szpera się w ustawieniach bloga) reguł korzystania z sieci

A na deser – Tadeusz R.L. Duda, ten od Omszałej makreli orgazmu, której jednak w sieci niestety nie ma. Może to, co znajduje się poniżej okaże się wystarczającą pociechą (polecam porównanie tych utworów z efektem używania generatora poezji):
Pajęczyna centrum
Duda bis

Z notatnika sceptyka

Żeby na dzisiejszych zajęciach nie było hurrraoptymistycznie, zacytuję niniejszym mojego ulubionego hipertekstowego sceptyka, Piotra Czerskiego:

„Oczywiście do przenoszenia w obszar hipertekstu nadają się bardzo dobrze wydawnictwa pozaliterackie [w przeciwieństwie do literatury - dopisek mój, MJA] – takie jak encyklopedie czy poradniki; trzeba jednak zauważyć, że próba zdobycia wiedzy w jakiejś dziedzinie dzięki internetowej encyklopedii może zakończyć się niepowodzeniem z powodu nadmiaru informacji. Jeżeli w opisie jednego hasła występują odnośniki do trzech kolejnych, z których każde zawiera odnośniki do kolejnych trzech – bardzo szybko okaże się, że w swoim dryfie trzeba się zdać na przypadek w mniejszym lub większym stopniu. Ta wiadomość jest deprymująca – nagle znacznie wyraźniej niż kiedyś wiemy, jak mało wiemy. Mamy świadomość istnienia niewykorzystanych ścieżek, na których znaleźlibyśmy być może jakąś istotną wiedzę, ale które z konieczności ominęliśmy w swojej podróży.”

Więcej tu: Raport z przeciążonego serwera

polityk sieciowy i antysieciowy

Ostatnio rzeczywistość intensywnie podsuwa nam argumenty zarówno za tezą, że sieć jest wielkim śmietnikiem, jak i za tą, że może być skarbcem talentów, a przynajmniej – wyśmienitą trampoliną służącą do wybicia się.
O tym ostatnił przekonał się ostatnio Jeff Ooi, znany azatycki blogger, oraz jego wierni czytelnicy. Poczytny dotyczący polityki blog umożliwił swojemu autorowi włączenie się w tę politykę, o której do tej pory tylko pisał: Jeff Ooi został parlamentarzystą, co może stanowić kolejny przykład omawianego na zajęciach zjawiska polegającego na tym, że „real” nobilituje bądź legitymuje to, co wirtualne.
Ooi jest chyba pierwszym politykiem zawdzięczającym narodziny swej popularności blogowi (podkreślam, „narodziny” a nie „odrodzenie”, o którym można mówić częściej). Mimo że jego wygrana w wyborach jest precedensem, w polskojęzycznej sieci nie mówi się o tym prawie wcale, bowiem w ciągu ostatnich kilku dni na polskojęzycznych forach dyskusyjnych, ale i także w prasie, wrze niestety z zupełnie innych powodów. Wszystko przez rzuconą niejako od niechcenia uwagę byłego premiera na temat jego wizji polskich internautów: „Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę odebrać”. Zostawiając na boku kwestię głosowania przez Internet, warto zanalizować obecny w tej wypowiedzi obraz przeciętnego internauty: młody wiek, piwo, niefrasobliwość i pornografia, ze względu na którą, jak twierdzą niektórzy, powstała przecież sieć: http://pl.youtube.com/watch?v=eWEjvCRPrCo ;)
Czyżby to temu Jeff Ooi zawdzięczał swój fotel parlamentarzysty?

Pomyślę o tym później. Na razie pora wyłączyć komputer – już i tak nie mam co tu robić, bo właśnie skończyło mi się piwo ;)