Second Life – tytułem wstępu

Oto luźne tłumaczenie rozmowy, którą kilka dni temu odbyłem w „drugim życiu” (skróty SL i RL odpowiednio dla „second life” oraz „real life”):

- Razem z moim szwagrem mieszkaliśmy w domku na wzgórzu, na wyspie. Moja siostra mieszkała tuż obok, w domku na plaży. Rozumiesz sytuację?
- Jasne.
- Moja siostra zaczęła być zazdrosna, że tak dobrze bawimy się razem w SL.
- Dlaczego w takim razie nie próbowałaś zamienić się z nią na domy?
- Ten świat dał jej wszystko, czego w jej poczuciu brakowało jej w prawdziwym życiu: dobrą pracę, przyjaciół, wysoki status społeczny. Była tutaj poważana. I to niestety uderzyło jej do głowy. Nie chciała, żebyśmy kręcili się wokół niej, dlatego że znamy ją w RL. A ona wciąż gra.
- Niezła historia!
- Wiem, haha! A ja w rzeczywistości mam tylko 19 lat.
- A ona?
- Ona jest po trzydziestce. Tak samo jak mój szwagier. To znaczy… były szwagier. Rozstali się w RL.
- Z powodu SL?
- Miała romans z kimś, kogo poznała w SL. Dlatego właśnie chciała się nas pozbyć!
- Czy to przekształciło się w prawdziwy związek, czy pozostało tylko tutaj?
- Są razem od kiedy rozstała się ze swoim mężem. On nie wiedział wtedy o jej wirtualnym romansie.
- Nie no, nie wierzę.
- To jak opera mydlana, prawda?
- Tak. Jak sądzę nie mogę wpakować się tutaj w żaden związek.
- Nie mów tak… Chyba że masz kogoś w RL?
- Tak. I nie chciałbym, żeby ten związek ucierpiał.
- No tak, w takim razie to najlepsze rozwiązanie. Związki w SL mogą być naprawdę silne, mówię ci. Sama przez to przeszłam.

Inna anegdota:
Jeden z wirtualnych znajomych któregoś razu w toku luźnej rozmowy zboczył na poważny temat mówiąc: „muszę ci się przyznać, że przeżyłem dzisiaj jedno z najbardziej upokarzających doświadczeń w swoim życiu”. Moje natychmiastowe zmartwienie było jednak przynajmniej w pewnym sensie przedwczesne, bo okazało się, że ma on na myśli życie awatara, a nie człowieka nim kierującego. Ów znajomy jest w „drugim życiu” początkującym modelem, a tego dnia podczas sesji fotograficznej musiał pozować zupełnie nago, w różnych ekwilibrystycznych pozach.

Równie ciekawych historii (niestety bez możliwości zweryfikowania ich autentyczności) dostarcza regularnie kącik porad w internetowym magazynie „The AvaStar”, który jest bodaj najpopularniejszym pismem poświęconym grze Second Life, a właściwie nie tyle grze, co po prostu „drugiemu życiu”. Oto przykładowe nagłówki: „Moja kochanka z SL jest moją macochą w RL”, „Moja lesbijska kochanka jest mężczyzną!” itp.

Przyznaję, w Second Life gram od trzech tygodni (acz ostatnio już ze zdecydowanie mniejszym zaangażowaniem). Razem z Prowadzącą ustaliliśmy, że swoje dotychczasowe obserwacje przybliżę Wam w cyklu blogowych notek. Mam tylko jedno kluczowe pytanie, zarówno do grupy, jak i rzeczonej Prowadzącej: czy interesują nas podstawowe kwestie związane z systemem gry i interfejsem, czyli to, co awatar może robić i jak to może robić (np. w jaki sposób możliwy jest sławetny seks pedofilski), a także charakterystyka modelu ekonomicznego? Czy może w kolejnej notce mam od razu przejść do istotniejszych z antropologicznego punktu widzenia aspektów zabawy? Osobiście wydaje mi się, że zrozumienie tej „gry” nie za bardzo jest możliwe bez podstawowej wiedzy na temat zasad, jakimi rządzi się jej świat, ale poczułem się zobligowany do zadania tego pytania, bo nie chce nieproszony zarzucać ciągami notek dotyczących sterowania postacią w „jakiejś grze”. ;)

Oświadczenie BUW

ZASADY KORZYSTANIA Z INTERNETU W BUW

„W związku z licznymi informacjami w mediach na temat tego kto i do czego wykorzystuje Internet w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie przypominamy, że:

- W BUW czytelnicy mogą korzystać ze 112 stanowisk komputerowych, w tym 38 z dostępem do Internetu, ponadto dostęp do Internetu jest możliwy z własnych komputerów przenośnych poprzez sieć przewodową i bezprzewodową.
- Aby skorzystać z komputera z dostępem do Internetu należy mieć kartę biblioteczną oraz zaakceptować wyświetlany na ekranie komputera regulamin, którego p. 1 stanowi, że Pierwszeństwo w dostępie do komputerów mają osoby korzystające z zasobów i usług elektronicznych BUW w celach związanych z nauką i kształceniem na poziomie akademickim., a p. 7 d, e) że: Korzystającym z komputerów w BUW nie wolno: (…) przesyłać i udostępniać treści niezgodnych z prawem lub (…) naruszających czyjekolwiek prawa osobiste.
- Nie jest zadaniem Biblioteki kontrolowanie treści, których w Internecie poszukują nasi czytelnicy. Nie zaglądamy przez ramię czytającym książki, nie sprawdzamy także, co korzystający z komputerów mają na ekranach.”

Źródło: http://www.buw.uw.edu.pl/

BUW oferuje dostęp, ale nie sprawdza sposobów jego wykorzystywania, ufając w poszanowanie regulaminu bibliotecznego. Czy to, jakie strony odwiedzamy korzystając z publicznego dostępu do internetu – także na własnych laptopach – powinno być (samo)regulowane? Jeśli tak, to jak i w odniesieniu do jakich reguł?